Zaakceptuj to życie, które masz
Vaneetha
Rendall Risner / 14 maja 2017
Jesteśmy w ciągłym ruchu.
Porządkowanie
rzeczy na strychu spowodowało u mnie spory rozstrój emocjonalny,
dużo większy niż się spodziewałam. Gdy otwierałam poszczególne
skrzynki z ogromną mocą powróciły wspomnienia życia, które
kiedyś prowadziłam – pasji, które kochałam, zajęć, które
mnie tak bardzo zajmowały. W czasie przeglądania pamiątek znowu
dotarło do mnie, że moje obecne życie nie jest tym, na co się
pisałam. Nic nie potoczyło się tak jak planowałam.
Jestem
przekonana, że w Bożym planie dla mnie wszystko współdziała ku
dobremu, lecz są dni, kiedy opłakuję stratę tego, co przeminęło
– szczególnie ostatnio podczas przeglądania starych pojemników
wypełnionych wspomnieniami życia, które już nie istnieje. Zdjęcia
z dwnych rodzinnych wakacji. Minione świeta Bożego Narodzenia.,
występy, szkolne sztuki teatralne. Pudełka po butach pełne listów
od ludzi, których juz nie poznaję. Fotografie z dzieciństwa, które
mnie rozśmieszają a jednocześnie powodują, że kulę się z
przerażenia. Wszystko to przypomina mi, jak moje życie się
zmieniło.
I
w końcu - przybory artystyczne. Piętnaście lat temu moje życie
było definiowane kolejnymi projektami, które wykonywałam ręcznie.
Malowanie, albumy z wycinkami, haftowanie, tworzenie biżuterii,
ozdabianie naczyń. Pojemniki, skrzynki, naczynia upchnięte gdzieś
na strychu – każde przeznaczone do innej pasji artystycznej. To
one rozpalały moją kreatywność. Relaksowały mnie. Napełniały
mnie szczęściem.
Lecz diagnoza zespołu post-polio zmieniła to wszystko. W związku z pogarszającym się stanem moich ramion nie mogłam pozwolić sobie na marnowanie energii na sztukę. Więc popakowałam wszystko (z pomocą), oznakowałam i upchnęłam na strychu. I nie przeglądałam tego więcej.
Do teraz.
Lecz diagnoza zespołu post-polio zmieniła to wszystko. W związku z pogarszającym się stanem moich ramion nie mogłam pozwolić sobie na marnowanie energii na sztukę. Więc popakowałam wszystko (z pomocą), oznakowałam i upchnęłam na strychu. I nie przeglądałam tego więcej.
Do teraz.
Co się stało z życiem, o którym marzyłam?
Przyjaciółka
pomaga mi w przeglądaniu tych starych pudeł, patrzę na pędzle i
płótna, stempelki i kolorowe papiery. Ogarnia mnie głęboki
smutek. Tęsknię za tymi rzeczami. Ale wiem, że są częścią
mojej przeszłości i nie mogę zajmować się tym, co nie może
wrócić.
Ten
żal nie dotyczy tylko mnie. Parę tygodni temu rozmawiałam z trzema
przyjaciółkami, z których każda boryka się z poważnym
rozczarowaniem, Jedna z nich była śpiewaczką operową, ale z
powodu problemów ze strunami głosowymi nie może już śpiewać tak
jak kiedyś. Druga czekała na moment, kiedy jej najmłodsze dziecko
pójdzie do szkoły, aby mogła zaangażować się w służbę, do
której czuła się powołana. Ale nieoczekiwana ciąża dramatycznie
zmieniła jej plany i teraz te marzenia wydają się być poza
zasięgiem. Trzecia przyjaciólka ma niepełnosprawne dziecko i
ciągle zastaanawia się nad jego przyszłością. A także nad
swoją.
Tak
jak moje znajome, wszyscy przeżywamy rozczarowania. Nasze życie w
duzej mierze nie wygląda taak, jak sobie wyobrażaliśmy. Ludzie
marzą o określonej karierze zawodowej i osiągnięciach, ale sprawy
rodzinne lub nieoczekiwane wydarzenia odsuwają te pragnienia na
dalszy plan. Młodzi zakochani wierzą, że będą mieć idealną
rodzinę, ale ich rzeczywista rodzina jakoś wcale nie przypomina tej
wizji.
Więc
co mamy robić? Jak mamy poradzić sobie z tym dręczącym uczuciem,
że z życia powinno się mieć coś więcej? Albo że może
odmówiono nam takiego
życia, jakie
powinniśmy mieć? Życia,
na które – jeżeli jesteśmy całkowicie szczerzy – wierzymy, że
zasługujemy.
Wypłacz się
Ta
rada Johna Pipera była dla mnie niezwykle pomocna. "Od czasu do
czasu płacz z żalu nad życiem, które miałeś nadzieję mieć.
Opłakuj stratę. Potem umyj twarz. Zaufaj Bogu. I zaakceptuj to
życie, które masz".
"Płacz
z żalu nad życiem, które miałeś nadzieję mieć." Już
w momencie pisania tych słów
czuję
ulgę. My - którzy czasami jesteśmy zbyt powściągliwi co do
naszego bólu, ponieważ taka posatwa wydaje się bardziej duchowa -
potrzebujemy wylewać łzy. Uznać, że coś jest ciężkie.
Opłakiwać stratę. Poczuć ukłucie tego,
co nigdy nie nastąpi.
Płacz
pomaga mi w uzdrowieniu. Ponieważ żałoba rzadko jest jednorazowym
wydarzeniem, czasami załamuję się długo po tym jak myślałam,
że coś przerobiłam. Często nieoczekiwanie. Kiedy zbierają się
łzy, nauczyłam się je uznawać
a nawet zapraszać. Często odkrywają coś, na co warto zwrócić
uwagę.
Opłakuję
stratę tego, co kiedyś było, jak i tego, czego nigdy nie było. Są
to straty tego, na co miałam nadzieję. Pary, które walczyły z
niepłodnością a również te, które pochowały dziecko albo te,
które wychowują dziecko niepełnosprawne lub zbuntowanego syna czy
córkę, utraciły
coś, na co miały nadzieję. Jakakolwiek byłaby przyczyna to są
realne straty.
Umyj twarz
Po
tym, jak już się wypłakałam i wyżaliłam myję twarz. Nie
wycieram po prostu łez. Biorę ciepłą ściereczkę i zmywam słone
smugi z policzków. Pozwalam kojącemu ciepłu przesuwać się po
skórze. Potem spryskuję twarz chłodną wodą aby się odświeżyć,
zmienić tok myśli i kieruję oczy na Pana. Tylko w ten sposób mogę
dalej iść do przodu.
To
jest celowe działanie, wybór, którego dokonuję, żeby
ukierunkować się na nowo.
Kiedy
już to zrobię, przestaję zajmować się problemami a przekazuję
je Panu – i wybieram ufanie Mu. Zaufanie, kiedy moja sytuacja
wygląda ponuro. Wiarę, że On działa dla mojego dobra. Ufność,
że On wie, co jest najlepsze.
Zaakceptuj to życie, które Bóg ci dał
Na
koniec, jestem wezwana do zaakceptowania życia, które mam.
Przyjęcia go tak, jak ukochanego przyjaciela. Z całego serca. Z
radosną akceptacją a nie z niechętnym posłuszeństwem. Akceptacja
oznacza przyjęcie chętnie a nawet z upragnieniem wszystkiego, co
Pan mi daje, nawet jeżeli nie było tego w moich planach. To oznacza
bycie w pełni obecną, życie w teraźniejszości, szukanie radości
w obecnej chwili a nie tęsknotę za przeszłością.
Więc
dzisiaj, jeżeli czujesz się umęczony i rozczarowany życiem pozwól
sobie na żałobę. Na wypłakanie się, Na głęboki żal zpowodu
utraty tego, na co miałeś nadzieję. Ale kiedy już wyraziłeś
ból, umyj twarz, zaufaj Bogu i przyjmij to życie, które Ci dał.
W
świecie pełnym wielkiego smutku i strat Bóg powiedział do swojego
ludu: "Nie wspominajcie dawnych wydarzeń, a na to, co
minęło, już nie zważajcie! Oto Ja czynię rzecz nową: Już się
rozwija, czy tego nie spostrzegacie? Tak, przygotowuję na pustyni
drogę, rzeki na pustkowiu." (Księga Izajasza 43:18-19)
Pan
naprawdę czyni nową rzecz w moim życiu. I w Twoim również,
Przygotowuje drogę na pustyni i strumienie na pustkowiu. Oprzyj się
na tym i przyjmij to. Bóg czyni coś pięknego.
Vanetha Rendall Risner jest niezależną pisarką i stałym współpracownikiem portalu Desiring God. Jest autorką bloga danceintherain.com
W dzieciństwie przebyła chorobę Heinego-Medina a obecnie zmaga się z zespołem post-polio. Straciła syna, zostła porzucona z dwójką dzieci przez pierwszego męża.
Wraz
z obecnym mężem Joelem
i dwiema
córkami mieszka
w Raleigh w Płn Karolinie. Jest
autorką książki "The Scars That Have Shaped Me: How God Meets
Us in Suffering"
Link do oryginału:http://www.desiringgod.org/articles/embrace-the-life-you-have
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz