piątek, 14 lipca 2017

KOŚCIÓŁ ORGANICZNY
Frank Viola

Niezliczone kościoły, zarówno tradycyjne, jak i ewangeliczne mają następujące hasło przewodnie: " kościół jest organizmem a nie organizacją", lub inne motta tego typu. Ale co to dokładnie oznacza i jak wygląda wspólnota, która wierzy w tę ideę i ją praktykuje?

Dużo przemawiałem w ostatnich latach na ten temat, poruszyłem go równiez w mojej książce "Reimagining Church: Pursuing the Dream of Organic Christianity"("Nowe wyobrażenie kościoła. Podążając za marzeniem organicznego chrześcijaństwa")
ale myślę, że to czego ludzie potrzebują to praktyczne przykłady różnic pomiędzy kościołem organicznym i organizacyjnym.
Chciałbym przedstawić tu kilka głównych różnic pomiędzy społecznościami chrześcijańskimi, które działają według swojej organicznej natury a takimi, które funkcjonują głównie jako organizacje instytucjonalne.

Zanim się tym zajmiemy, chcę podkreślić, że termin "kościół organiczny" jest teraz bardzo popularny. Jest w modzie nazywanie się w ten sposób przez różne rodzaje kościołów. Drugi podobny termin to "kościół misyjny". Oba stwierdzenia – "organiczny" i "misyjny" są niezwykle nośne. Poszczególni autorzy rozumieją je w różny sposób. Czasami znacząco różny. Pomimo niejasności wygląda na to, że doświadczenie Ciała Chrystusa jest organiczne. Że wynika z życia... życia Boga a nie z ludzkich działań organizacyjnych.

Najwyraźniej, kościól, o którym czytamy w Nowym Testamencie był "organiczny". To znaczy zrodził się i był podtrzymywany przez zycie duchowe a nie budowany przez instytucje ludzkie. Dla ilustracji – pomarańcza skonstruowana w laboratorium nie będzie organiczna. Ale jeśli zasadzę ziarno pomarańczy w ziemi i wyrośnie z niego drzewo pomarańczowe to będzie ono organiczne.

Ogólnie rzecz biorąc różnica różnica pomiędzy kościołem organizacyjnym a organicznym jest taka jakby porównać stanie przed wiatrakiem z wyjściem na zewnątrz w wietrzny dzień. Albo jakby porównać firmę General Motors i ogród warzywny.


Wyodrębnienie różnic

Mówiąc konkretnie, przytoczmy główne różnice pomiędzy kościołem wyrażanym w sposób organiczny a jego formą organizacyjną (lub instytucjonalną).

      Kościoły organizacyjne 

      *  Struktura kościoła poprzedza jego życie.    
           Dlatego zaczyna się on od duchownych, personelu, 
      *  Podtrzymywane przez profesjonalnych duchownych/służby 
      *  Duchowni starają się pobudzać do działania laikat  
      *  Ograniczenie funkcji duchowych do osób powołanych/służb
      *  Większość członków zgromadzenia jest pasywnych podczas nabożeństw 
      *  Członkowie kojarzą kościół z budynkiem, wyznaniem lub nabożeństwami 
          (głównie niedziela rano)   
      *  Podtrzymywane przez programy 
      *  Potrzebują finansów do przetrwania - główne koszty to  utrzymanie budynku i wynagrodzenia .
      *  Przywództwo jest hierarchiczne 
      *  Zazwyczaj członkowie społeczności nie znają się za dobrze, widzą się tylko na  
          cotygodniowych nabożeństwach   
      *  Dary postrzegane są jako urzędy a ludzie przydzielani do nich od samego początku  
      *  Kościół zasadniczo działa w podobny sposób cały czas. Jest zamknięty w rytuałach           
      *  Decyzje podejmowane są przez duchowieństwo lub specjalnie wybraną radę 
      *  Pastor jest liderem i głównym usługującym     
      *  Silny nacisk na uczestnictwo w nabożeństwach, utrzymanie budynku i zwiększanie 
          budżetu 

       Kościoły organiczne  

      * Struktura kościoła odzwierciedla jego życie, tak jak struktura ciała ludzkiego wynika     
         ze sposobu życia człowieka 
      * Brak duchowieństwa i profesjonalnych usługujących
      * Brak oddzielnej klasy laikatu
      * Wszyscy członkowie uważani są za aktywnych kapłanów
      *  Przyzwolenie i zachęta dla wszystkich chrześcijan do aktywnego uczestnictwa w 
         zgromadzeniach społeczności
      * Ludzie nie chodzą do kościoła, oni (razem) są kościołem. To nie tylko "poprawność   
         teologiczna" ale prawdziwe doświadczenie członków społeczności 
      * Zjednoczone tylko wokół Chrystusa. Nie ma innego testu przynależności
      * Podtrzymywane relacjami zbudowanymi na Chrystusie
      * Nie są zależne od budynku. Brak wynagrodzeń dla duchownych 
      * Środki finansowe są wykorzystywane na pomoc biednym we wspólnocie i na  
         dodatkowe zadania lokalne 
      * Przywództwo pochodzi od całej społeczności. Założyciele kościoła zaopatrują go na  
         początku; starsi (jeśli się wyłonią) wspólnie nadzorują kościół 
      * Decyzje podejmowane są wspólnie przez konsensus 
      * Pasterze są liczni. Są oni obdarowanymi ludźmi, którzy opiekują się społecznością
      * Nacisk na naśladowanie Chrystusa zespołowo i w relacjach indywidualnych. Wszystko
         inne wynika z tego
      * Kościół przechodzi przez różne fazy. Nie zamyka się w rytuałach
      * Dary nie są postrzegane jako urzędy a jako funkcje. Pojawiają się naturalnie z czasem i  
        ich posiadacze zazwyczaj nie mają jakichś specjalnych tytułów 
      * Społeczność jest bardzo zżyta ze sobą. Są wzajemnie dla siebie jak rodzina. Dzielą 
         swoje życie w Chrystusie


Dążąc do doświadczenia życia kościoła organicznego

Spójrzmy głębiej na organiczną naturę Kościoła.
Wszystkie formy życia mają DNA – kod genetyczny. DNA nadaje każdej z tych form konkretny wyraz. Na przykład – instrukcje jak zbudować twoje fizyczne ciało są zakodowane w twoim DNA. Kod ten w znacznym stopniu determinuje twoje cechy fizyczne i psychiczne. Jako, że kościół jest organiczny, również posiada DNA – duchowe DNA. Gdzie możemy je odkryć? Sądzę, że możemy dowiedzieć się o nim bardzo dużo poznając samego Boga.

Tylko my, chrześcijanie, wyznajemy Trójjedynego Boga. Podsumowują to słowa Atanazjańskiego wyznania wiary: "Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem, lecz nie ma trzech bogów ale jeden Bóg". Bóg jest społecznością trojga albo "Trójcą".
Biblia opisuje złożoną relację Ojca, Syna i Ducha Świętego w możliwie najbogatszy i najgłębszy sposób. Wewnątrz Trójjedynego Boga odkrywamy autentyczną wspólnotę – wieczną, dopełniającą się i wzajemną wymianę Bożego życia, Bożej miłości i Bożej społeczności.

W zadziwiający sposób, ta sama relacja została przeniesiona z realiów Bożych na grunt życia ludzkiego. Przybyła od wiecznego Boga w niebie do kościoła na ziemi – do Ciała Chrystusa.

Oto często pytanie, które słyszę: "Oczywiście, kościół jest organiczny, ale przecież musi mieć jakąś organizację, prawda?"

Moja odpowiedź brzmi: to jest złe pytanie. Każda forma życia ma swój wyraz lub formę. I zawsze ma przewidywalne sposoby zachowania.
Twoje ciało fizyczne jest całością organiczną lecz jest jasne, że posiada formę. A w jej ramach organizację. Jednak, nasuwa się ważne pytanie: "skąd się bierze ta forma tego organizmu?" Czy jest ona organiczna – przyrodzona do jego życia i natury – czy jest narzucona z zewnątrz?"
Ponieważ kościół jest organiczny też wyraża się w określonej formie. Tak jak fizyczne ciaało. Tak więc, jeśli grupa chrześcijan podąża za swoim duchowym DNA to będą oni zbierać się w sposób, który odpowiada DNA Trójjedynego Boga – ponieważ mają w sobie to samo życie, któr ma Bóg.
Ci za tym idzie, DNA kościoła posiada te same cechy, które znajdziemy w Trójjedynym Bogu – wzajemna miłość, wzajemna społeczność, wzajemna zależność, wzajemne poddanie, wzajemna służba i bezpośrednia wspólnota.

Podczas gdy nasienie Ewangelii naturalnie wytworzy te szczególne cechy, ich ekspresja może się nieznacznie różnić w zależności od kultury, w której rozwija się dany kościół. Na przykład, kiedyś zapoczątkowałem organiczną wspólnotę w Chile. Pieśni, które śpiewali, sposób, w jaki zwracali sie do siebie, jak zajmowali się dziećmi – wszystko to wyglądało inaczej niż w społecznościach zrodzonych w Europie czy USA.
Jednak wszystkie podstawowe cechy charakterystyczne DNA kościoła były tam obecne. Żaden z tych kościołów nie wyprodukował systemu duchowieństwa, pojedynczego pastora, hierarchicznej struktury przywództwa lub porządku nabożeństw, który powodował pasywność wiernych.

Istnieje pewien kwitnący krzew zwany hortensją ogrodową. Jeśli zasiałbyś ziarno tego krzewu w glebie Indiany zakwitnie on na różowo ale jeśli zasadzisz go w Brazylii czy w Polsce wyda błękitne kwiaty. Co jeszcze bardziej interesujące, na innych typach gleby kwiaty mogą być fioletowe. Jednak hortensja nigdy nie wytworzy kolców. Ani jabłek. I nigdy nie wyrośnie tak wysoka jak sosna. Dlaczego?
Ponieważ nie ma tych cech w jej DNA. W ten sam sposób kościół Jezusa Chrystusa – kiedy jest zasadzony właściwie i zostawiony sobie, bez ludzkiej kontroli i wpływu instytucji – wytworzy pewne cechy z powodu swojego DNA. Tak jak hortensja, kościól może wyglądać różnie w różnych kulturach ale zawsze jego podstawowe cechy będą wyrażone w podobny sposób w każdym miejscu, gdzie się rozwija.


Frank Viola
jest autorem wielu książek na temat pogłębiania życia chrześcijańskiego jak również radykalnej reformacji w kościele.
Jego strona internetowa:
www.FrankViola.com

źródło: http://frankviola.org/Neue.pdf


piątek, 23 czerwca 2017

Dwoje drzwi – przypowieść

Frank Viola


Powszechny trend w dzisiejszym chrześcijaństwie przypomina mi opowieść o człowieku, który skaleczył się w nogę podczas koszenia trawnika. Pokazał ranę swojej żonie a ona nie wiedziała co zrobić. Więc postanowił pojechać na pogotowie aby uzyskać pomoc.
Pojechał do szpitala, wszedł do Izby Przyjęć a w środku został przywitany przez dwoje drzwi. Na jednych był napis "Mężczyźni" a na drugich "Kobiety". Wszedł więc przez drzwi z napisem "Mężczyźni".
Kiedy znalazł się w środku zobaczył następną parę drzwi. Na jednych z nich było napisane "Poniżej 40 lat" a na drugich "Powyżej 40 lat". Więc przeszedł przez te "Powyżej 40 lat". 
A dalej znalazł następną parę drzwi. Jedne z nich oznaczone napisem "Górna część ciała", a drugie "Dolna część ciała".
Przeszedł przez drzwi z napisem "Dolna część ciała" i wszedł do środka, gdzie znajdowało się dalsze dwoje drzwi. Jedne oznaczone jako "Wewnętrzne", drugie zaś "Zewnętrzne". Więc wszedł przez "Zewnętrzne".
W środku była jeszcze para drzwi z napisami: "Poważne" i "Niegroźne". Wszedł przez te z napisem "Niegroźne".
I znalazł się na parkingu.
Kiedy wrócił do domu, jego żona zapytała "Kochanie, pomogli ci?"
Odpowiedział: "Nie, ale byli dobrze zorganizowani".

Z moich doświadczeń i obserwacji dzisiejszego chrześcijaństwa wynika, że nie pomaga ono tylu ludziom ilu powinno. Ale na pewno jest dobrze zorganizowane.
...
źródło: http://frankviola.org/2017/06/22/twodoors/

środa, 14 czerwca 2017

Czy smutek jest grzechem?

Mark Ballenger



Filipian 4:4 zmieniło moje życie. "Radujcie się zawsze w Panu". Przez te pięć słów Bóg pokazał mi, że moja wewnętrzna radość nie może być związana z zewnętrznymi okolicznościami. Kiedy byłem bezrobotny, kiedy przeżywałem tragedie rodzinne, kiedy moje wady wychodziły na jaw albo kiedy moje najbardziej znaczące związki rozpadały się lub okazywały się dysfunkcyjne, Bóg przypomniał mi, że radość w Panu ciągle była możliwa.
Bóg nie mówi nam okrutnie, że mamy przykleić uśmiech na twarz bez względu na ból w naszych sercach. Flp 4:4 przypomina nam raczej, że cokolwiek nie działoby się wokół nas ciągle możemy mieć ogromną radość ponieważ to Bóg, nie nasze okoliczności, jest prawdziwym źródłem szczęścia.
"Radujcie się bez względu na wszystko" i "Radujcie się zawsze w Panu" są dwoma bardzo różnymi nakazami. Bóg nigdy nie mówi nam po prostu, żebyśmy radowali się bez względu na wszystko. Mówi nam, żebyśmy radowali się w Nim bez względu na wszystko.
Gdy przez lata dojrzewałem wraz z tym wersetem, skłaniał mnie on do głębokiej refleksji nad jego praktycznymi implikacjami. Jeżeli moje życie jest ciężkie, czy w porządku jest być smutnym? Jeżeli moje marzenie się nie spełnia, czy grzechem jest być niezadowolonym? Czy "radujcie się zawsze w Panu" oznacza, że muszę być szczęśliwy bez względu na wszystko?

Czego nie mamy na myśli?

Czasami, aby naprawdę zrozumieć, co mówi Biblia, pomaga zdefiniowanie tego, co nie jest powiedziane. Podczas gdy Bóg chce abyśmy byli zadowoleni w każdej sytuacji, nie oznacza to, że mamy stać się nieczuli na prawdziwy ból zarówno w świecie jak i w naszym życiu.
Szukanie wewnętrznego spokoju poprzez unikanie rzeczywistych okoliczności życia jest bliższe buddyzmowi niż chrześcijaństwu. W buddyźmie celem jest osiągnięcie nirwany, która jest stanem odcięcia się i ignorowania świata w procesie "oczyszczania umysłu i skoncentrowaniu się na nicości, próbując "stać się jednością z wszechświatem". To nie jest chrześcijaństwo.
Na przykład List do Filipian jest księgą napisaną przez apostoła Pawła, która w całości dotyczy znalezienia radości w Chrystusie pomimo zewnętrznych ucisków, którymi atakuje nas świat. W treści Listu znajdziemy wersety takie jak:
"Drudzy zaś głoszą Chrystusa z kłótliwości, nieszczerze, sądząc, że wzmogą przez to ucisk więzów moich. Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę; " (Flp 1:17-18)
"Niech życie wasze będzie godne ewangelii Chrystusowej" (Flp 1:27)
"Czyńcie wszystko bez szemrania i powątpiewania" (Flp 2:14)
"Ale gdyby nawet krew moja miała być dolana do ofiary i obrzędu ofiarnego wiary waszej, raduję się i cieszę razem z wami wszystkimi" (Flp 2:17)
"A nie mówię tego z powodu niedostatku, bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek.Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie." (Flp 4:11-13)
Podczas gdy Paweł poszukiwał sposobu aby przez swój ból dojrzeć przyjemności Chrystusowe po drugiej stronie, mamy tu też szczere przyznanie się do obecnych ziemskich trudności. Paweł martwił się o swego współtowarzysza, który zachorował (Flp 2:25-30).
Wewnętrzne zadowolenie nie przeszkodziło mu również przyjąć pomocy od Filipian.
(Flp 4:16-18)

"W" a nie "Z"

Bóg naprawdę troszczy się o szczególy ludzkiego życia (1 P 5:7), więc aby odzwierciedlać Go jako istoty stworzone na Jego podobieństwo, musimy również dbać o drobiazgi. Jezus, najpełniej ludzka osoba kiedykolwiek żyjąca, zapłakał gorzko nad bólem swych przyjaciół, choć wiedział lepiej od nich o cudzie, który zaraz będzie miał miejsce (J 11:35). Być człowiekiem oznacza głęboką troskę o to, co dzieje się na tej ziemi
Jak Jezus i jak Paweł, przeżywamy obecnie ból, próby i ciężary życia, choć jesteśmy pewni radości, która nadejdzie później. Bóg jest suwerenny "zwiastując to, co będzie, i z dawna to, co jeszcze się nie stało." (Iz 46:10) lecz On niezmiennie troszczy się o to, co dzieje się pomiędzy początkiem i końcem dziejów. Jako Jego wyznawcy również powinniśmy tak robić.
Nakaz radowania się zawsze nie jest wezwaniem do stania się pozbawionym uczuć robotem, który udaje, że ból nie jest rzeczywisty. Nie jesteś powołany do zadowolenia "z" podupadającego zdrowia, mało płatnej pracy, zbuntowanych dzieci, czy podzielonego kraju. Wyrażanie zadowolenia "z" grzesznego, niesprawiedliwego i skażonego świata nie jest świętością i, z pewnością, nie jest tym, co nakazuje Bóg.
Paweł powiedział "we wszystkim jestem wyćwiczony" (Flp 4:11). Nigdy nie powiedział, że jest szczęśliwy "z powodu" tych sytuacji. Nigdzie w Biblii nie mówi się nam, że mamy czerpać przyjemność z niechcianych okoliczności. Znajdujemy raczej zachętę aby cieszyć się Chrystusem nawet "w" niechcianych okolicznościach.

Wyznacznik dojrzałości

Pewnego dnia, doskonałe okoliczności i doskonałe szczęście w Chrystusie zejdą się ze sobą
(Obj 21:1-5). Czy obecnie powinniśmy starać się naprawić tę skażoną planetę? Oczywiście! Ale musimy również pogodzić się z faktem, że dopóki nie wróci Jezus i nie odnowi wszystkich rzeczy, w najlepszym wypadku będziemy często smutni z powodu bólu na naszej ziemi, zawsze jednak ciesząc się z doskonałości naszego Zbawiciela (2 Kor 6:10). Być zdolnym do głębokiego smutku przy jednoczesnej umiejętności przeżywania niesłabnącej radości z Boga, jest wyznacznikiem dojrzałości chrześcijańskiej.
Więc, aby "zawsze radować się w Panu " nie musisz czuć się winny pragnienia zmiany na lepsze w niektórych obszarach twojego życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy twoje pragnienia lepszych okoliczności wypiera twoje pragnienie Boga.
A On chce iść z tobą przez ból, próby i niechciane okoliczności. On nigdy nie prosi aby zaprzeczać cierpieniu w świecie i w naszych własnych sercach. Raczej nawołuje nas, abyśmy zawsze upajali się radością w Nim bez względu na wszystko.


Thumb mark ballenger z9sv4nkm
Mark Ballenger (@Apply_GodsWord) doradca chrzescijański, pisarz.
Wraz z żoną i dwójką dzieci mieszka w Cleveland.

Źródło: desiringGod.org

Link do oryginału: www.desiringgod.org/articles/is-it-sin-to-be-sad?