wtorek, 18 kwietnia 2017

Radykalne owoce Zmartwychwstania

Przesłanie Johna Pipera, założyciela projektu DESIRING GOD wygłoszone w Wielkim Tygodniu 2007 r, do studentów Agricultural and Mechanical University w Teksasie














Mamy Wielki Tydzień i wszystko obraca się wokół zmartwychwstania. Chciałbym przeczytać jeden z najważniejszych fragmentów dotyczących tego tematu - I Kor. 15:12 – 19. Zwłaszcza jeden werset zrobił na mnie bardzo silne wrażenie.

Jeżeli głosi się, że Chrystus powstał z martwych, jak ktokolwiek może twierdzić, że nie ma zmartwychwstania? Jednocześnie, jeśli nie istnieje zmartwychwstanie, to nawet Chrystus nie mógł zmartwychwstać. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to zarówno nasze głoszenie jak i nasza wiara są próżne. Jednocześnie uważa się, że źle rozumiemy Boga, ponieważ świadczymy o Bogu, który wzbudził Chrystusa z martwych, co w przypadku, jeśli zmarli nie zmartwychwstają, jest nieprawdą, ponieważ w takim razie nawet Chrystus nie może zmartwychwstać. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, twoja wiara jest daremna i nadal żyjesz w grzechach. A więc ci, którzy zasnęli w Chrystusie, są zgubieni. Jeżeli pokładamy nadzieję w Chrystusie wyłącznie w tym życiu, jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich ludzi.”

Rozpaczliwa potrzeba

Pozwólcie, że zanim się pomodlę, przedstawię scenę z mojego życia. Wczoraj miałem dzień wolny i jak zazwyczaj poszliśmy z żoną na lunch. Tym razem wybraliśmy Old Country Buffet, gdzie zazwyczaj przychodzą starsi ludzie. Planowałem porozmawiać z nią o czymś dość ważnym dla naszej relacji. Modliłem się usilnie, aby rozmowa poszła dobrze, ale wszystko poszło bardzo źle. Tak źle, że całe popołudnie ledwie mogliśmy ze sobą rozmawiać. Cały czas chciało mi się płakać. Przeżyliście kiedyś coś podobnego?
Każdego wieczoru przed pójściem spać klękamy z żoną do modlitwy. Czytamy fragment z książki z nauczaniami pt. „Światło na drodze”. Uklękliśmy. Chyba możecie sobie wyobrazić, jakie to okropne? Ledwie potrafimy rozmawiać ze sobą, a mamy rozmawiać z Bogiem. Jak zwykle, uklękliśmy obok siebie. To było rutynowe działanie. Robimy to odruchowo. Przeczytałem krótkie rozważanie. Zazwyczaj ona się modli, a ja kończę modlitwę. Żona zapytała: „Możemy porozmawiać?” Nie można iść spać w takim napięciu.
Powiedziałem jej, że nie mogę znaleźć słów, które mogłyby wyrazić, co czuję. Ona po prostu zaczęła się modlić; potem ja pomodliłem się o pomoc. Zamknęliśmy książkę, wpełzliśmy do łóżka i zasnęliśmy. Obudziłem się wcześniej i wstałem przed nią. Tuż przed wyjściem do samochodu poszedłem do pokoju. Żona już nie spała, więc pocałowałem ją w policzek i powiedziałem: „To nie twój problem, tylko mój. Będzie dobrze”.
Wyjechałem do Teksasu. I właśnie tak wyglądają teraz sprawy w domu Piperów.
Są trzy powody, dla których wam to opowiadam:
1. Musicie wiedzieć, że nawet przekonani o swoim namaszczeniu kaznodzieje, którzy pojawiają się na zgromadzeniach są niedoskonałymi, omylnymi, zmęczonymi emocjonalnie grzesznikami, którzy każdego dnia swojego życia potrzebują Zbawiciela. Wystrzegajcie się zbyt wygórowanej oceny jakiegokolwiek człowieka.
2. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa są dla mnie cenne nie dlatego, że zmieniły moje życie w szereg sukcesów, ale dlatego, że chronią mnie przed upadkiem pod ciężarem moich niepowodzeń.
3. Niektórzy z was obecnych na tej sali zjawili się tu sfrustrowani, zniechęceni i rozczarowani, ponieważ coś w waszym życiu nie poszło tak, jak się tego spodziewaliście. Jesteście pełni obaw o coś w przyszłości, dzisiaj lub za pięć lat. Może czujecie się zakłopotani jakimiś zagadnieniami teologicznymi albo czymś, co usłyszeliście na zajęciach. Może jesteście zdenerwowani na kogoś albo pełni jakiejś pożądliwości. Wiedzcie, że mam dla was dobre wieści. Być może nie są to takie dobre wieści, jak oczekiwaliście. Wasze ostateczne uzdrowienie jest tak daleko, jak wasze zmartwychwstanie, ale niezwyciężona radość nadziei jest tak blisko, jak zmartwychwstały Chrystus.

Torturowany dla Chrystusa

Chciałbym wspomnieć dwóch ludzi, którzy są dla mnie XX-wiecznymi bohaterami. O jednym wspomnę zaraz, o drugim opowiem pod koniec.
Moimi bohaterami są często ludzie, o których nikt nie słyszał. Niewielu z was powie coś nazwisko Richard Wurmbrand. Był on rumuńskim pastorem, który za czasów komunizmu spędził ponad 12 lat w więzieniu i był tam torturowany. Napisał książkę „Torturowany dla Chrystusa”.
On już nie żyje. Kiedyś odwiedził nasz zbór. Innym razem przyjechał do Minneapolis. Doskonale pamiętam obydwie te wizyty. Czułem się, jakbym stał w obliczu wyjątkowej świętości. Za pierwszym razem mówił do około dwunastu pastorów. To byli wszyscy obecni.. Wszedł na podium. Siedzieliśmy w pierwszych dwu ławkach w małym kościele. Mówiąc usiadł na krześle. Zdjął z nóg swoje czarne buty. Rozsznurował je i postawił obok. Nie rozumiałem, o co chodzi, ale jego żona, która tym razem przyjechała z nim wyjaśniła nam później, że torturowano go między innymi bijąc go w stopy. Zwyczajnie czuł się lepiej bez butów.
Mówił o tym, czy jesteśmy w stanie przyjąć cierpienie, czy nie. Zadał następujące pytanie: „Wyobraź sobie, że twoja żona i żona jednego z braci spodziewają się dzieci. Jedno z nich ma być dzieckiem głęboko upośledzonym. Gdybyś mógł wybrać, które z nich będzie twoje, to które byś wybrał? Czy życie wiarą wśród bólu pomagania dziecku w dorastaniu i radzeniu sobie z niepełnosprawnością, czy też życie łatwe ?” Zadawał nam wiele podobnych pytań, bardzo poruszających dla mnie jako młodego pastora. To było około dwudziestu pięciu lat temu. Przeczytałem potem kilka jego książek, w jednej z nich znalazłem poniższą historię. To właśnie ona sprowokowała mnie do przekazania tego przesłania.

Najbardziej godny pożałowania

Richard Wurmbrand opowiedział tam historię pewnego włoskiego cystersa. Współcześnie, cystersi są katolickim zakonem, którego członków obowiązuje milczenie. Nie wolno im rozmawiać. Wspólnie śpiewają, ale poza czasem śpiewu i spowiedzi ich życie upływa w absolutnym milczeniu, pracy i medytacji. Opat, którego nie obowiązuje zakaz mówienia, udzielił kiedyś wywiadu w telewizji. Jedno z pytań brzmiało: „Co by się stało, gdyby, przy końcu życia ojciec zdał sobie sprawę, że ateizm jest prawdą? Nie ma Boga. Co gdyby właśnie to okazało się prawdą?” Opat, w historii Wurmbranda, odpowiedział w ten sposób: „Świętość, cisza i poświęcenie są piękne same w sobie, nawet bez obietnicy nagrody. Wciąż bym uważał, że dobrze spożytkowałem swoje życie.”
Zastanawiam się, czy pamiętacie ostatni werset czytanego dzisiaj tekstu, który jest diametralnym przeciwieństwem słów opata. Paweł powiedział: „Jeżeli pokładamy nadzieję w Chrystusie wyłącznie w tym życiu, jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich ludzi.”. Dlaczego Paweł nie zgadza się z opatem? Dlaczego nie powiedział: „Nawet jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, nawet jeśli nie ma Boga, życie w miłości, pracy i poświęceniu jest dobre. Czy jest nagroda czy nie, czy jest życie po śmierci, czy nie”. Czemu tak nie powiedział? Dlaczego powiedział „Jeśli liczymy na Chrystusa wyłącznie w tym życiu, żałujcie nas. Jesteśmy głupcami”?
To naprawdę ważne pytanie dla was i dla wszystkich chrześcijan na bogatym Zachodzie, a szczególnie w Ameryce – Disneylandzie świata. Wydaje się, że dzisiejszy ewangekalizm, czy też ogólnie rozumiany świat chrześcijański jest skłonny oferować chrześcijaństwo ludziom w taki sposób, aby przekonać ich do ziemskich korzyści, jakie ono niesie. Może korzyści psychologiczne, czy emocjonalne w postaci spokoju umysłu lub inne benefity, np. w relacjach. Może – na miłość Boską! – twoje małżeństwo naprawi się po 38 latach. Albo dary Ducha św. – miłość, radość, pokój.
Mam na myśli: zostań chrześcijaninem, a wszystko co uczynisz powiedzie ci się. Zostań chrześcijaninem, a życie nareszcie się ułoży. Życie potoczy się lepiej dla ciebie. Wydaje mi się, że taka jest ogólna tendencja naszego głoszenia i ewangelizacji. A więc co jest nie tak z Apostołem Pawłem? Co z nim nie jest w porządku? Jeżeli nie ma zmartwychwstania, innymi słowy, jeśli to, co jest tutaj to wszystko, to jesteśmy głupcami. Co czynimy, żyjąc tak, jak żyjemy? Jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich ludzi. Co jest nie tak z Pawłem? Dlaczego on głosi takie rzeczy? To nie jest dobra reklama dla chrześcijaństwa. Wierzę, że dla Pawła, jako apostoła naśladującego swego Mistrza, życie chrześcijańskie jest życiem dobrowolnie wybranego ryzyka i cierpienia w imię miłości do innych ludzi znajdujących się w wielkiej potrzebie.

Zwiększ ziemską radość

O tak, istnieje radość – niewypowiedziana radość. Ale według Apostoła jest to radość płynąca z nadziei. Pamiętacie, że powtarzał: „Radujcie się nadzieją. Cieszcie się nadzieją”. Jezus powiedział: „Radość idzie przede Mną”, a w Liście do Rzymian powiedziane jest o Nim: „który zamiast doznać należytej Mu radości, wycierpiał krzyż”
Ta radość spływa z powrotem na ziemię, ale jest to radość zakorzeniona w nadziei. Paweł mówi tu, że ta nadzieja zmartwychwstania oraz to, co przyniesie Chrystus po zmartwychwstaniu uwolniło go do podjęcia się cierpienia, którego nie wybrałby, gdyby nie wierzył w zmartwychwstanie. „Życie, które wybrałem jest życiem głupca”, napisał, „jeżeli nie ma zmartwychwstania dla mnie, ani dla tych, za których cierpię.”
Istnieje lepsza od chrześcijaństwa droga do zwiększenia ziemskiej wygody i przyjemności. Jeżeli twoim życiowym celem jest zwiększenie wesołości, przyjemności, wygody i sukcesu na ziemi, chrześcijaństwo nie jest dla ciebie. Zdecydowanie nie.
Możesz znaleźć inną dobrą nowinę (a jest ich mnóstwo) która pomoże ci to osiągnąć. To nie jest to, w czym ma pomóc chrześcijaństwo. Ono nic ci nie da. Paweł o tym wiedział. Pisząc 15 rozdział 1 Listu do Koryntian Paweł wiedział, że do zmaksymalizowania wygód i przyjemności w życiu prowadzi lepsza droga, niż chrześcijaństwo, niż naśladowanie Jezusa. Wiedział o tym i dlatego napisał te zdumiewające słowa „Jeśli umarli nie zmartwychwstają, to jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy” (I Kor.15:32).
Pisząc „Jeśli umarli nie zmartwychwstają, to jedzmy i pijmy” Paweł nie miał na myśli, abyśmy się stali żarłokami i pijakami, ponieważ obżartuchy i moczymordy są tak samo godni pożałowania, jak głupi chrześcijanie, którzy dali się zwieść przez mit, który się nie spełni. Zostanie żarłokiem i pijakiem nie jest sposobem na zmaksymalizowanie przyjemności tu na ziemi. Mówiąc „jeśli nie ma zmartwychwstania, to jedzmy i pijmy” Paweł ma na myśli „Bądźmy normalni. Bądźmy klasą średnią. Po prostu jedzmy, pijmy i uprawiajmy sport”.
W czasopiśmie American Magazine znajdziemy artykuł poświęcony Lancowi Armstrongowi i jego pomocy ludziom, którzy, podobnie jak ja, wygrali walkę z rakiem. Powiedział on: „Jedz rzeczy naturalne i codziennie ćwicz”. Potem zasłynął powiedzonkiem: „Waga nigdy nie kłamie”. Spojrzałem zza rogu na mężczyznę czytającego artykuł, niewątpliwie napisany przez kobietę, zatytułowany: „Biodra nigdy nie kłamią”. Jasne, że ludzie przejmują się swoim zdrowiem a Paweł powiedział: „Dokładnie tam powinieneś zaangażować swoją energię, jeśli chcesz zwiększyć swoje przyjemności tu na ziemi.” Niebo jest nieistotne, piekło jest bez znaczenia, podobnie zmartwychwstanie i wieczność nieważne, ale ważna jest waga. Możesz przedłużyć swoje życie tutaj, utrzymywać się w dobrej kondycji albo nie będziesz cieszyć się seksem tak długo jak inni
i nie będziesz robił na starość tych wszystkich rzeczy, których pragniesz.

Wybierz coś więcej, niż normalność

W życiu Pawła istniała radość – ogromna radość – ale była to radość nadziei. Paweł nie wybrał bycia normalnym. A co wybrał? Co miał na myśli pisząc „My, ze wszystkich ludzi, jesteśmy najbardziej godni pożałowania, jeśli nie ma zmartwychwstania.”
Cóż on uczynił tak godnego pożałowania?
  • Nie odrzucałby darów, które tak często ofiarowywano mu w kościołach.
  • Nie poskramiałby swego ciała tak, aby móc żyć w totalnej dyscyplinie.
  • Nie ryzykowałby życia wciąż na nowo wobec gniewnych tłumów, złodziei, fałszywych braci czy na morzu.
  • Nie zniósłby tych lichych, zdradliwych chrześcijan.
  • Nie wytrzymałby tak częstego braku jedzenia i snu.
  • Nie ryzykowałby uwięzienia w każdym mieście.
  • Nie pozostawałby samotny przez całe życie ponieważ podyktowała mu to miłość.
(Nie można ciągnąć ze sobą kobiety do więzienia w każdym mieście.)
Takie było Pawłowe powołanie i dlatego wyrzekł się radości z seksu aby po śmierci i spotkaniu Jezusa doświadczyć czegoś 10.000 razy lepszego. Właśnie to miał na myśli pisząc „Jesteśmy najbardziej godni pożałowania spośród ludzi, jeśli nie ma zmartwychwstania.” Jeżeli chcesz coraz więcej jeść i pić, to możesz praktykować inną religię. Prawie wszyscy Amerykanie w to wierzą, ale my zostaliśmy powołani, aby być małą garstką. Aby żyć w inny sposób i poświęcić się innym wartościom i innym czasom.
Paweł nie uważał swojego związku z Chrystusem za klucz do zwiększenia swojej wygody i mówił „Jesteśmy najbardziej pożałowania godni z ludzi”. Czemu? Dlaczego wybrał ten sposób życia? On go wybrał. Mógł odejść od doświadczenia drogi do Damaszku, z powodu tego co Jezus mu powiedział. Powiedział do Ananiasza, który miał otworzyć jego oczy po trzydniowej ślepocie: „Powiedz mu, jak wiele musi wycierpieć z mojego powodu”. A więc, gdy Ananiasz pojawia się i mówi Pawłowi jaka jest oferta: „Zostałeś wezwany przez żyjącego, zmartwychwstałego Chrystusa a misją, którą ci powierzył jest zwielokrotnienie twojego cierpienia dla rozszerzenia Jego Królestwa”, Paweł mógł powiedzieć „Nie, dziękuję” i oddalić się. Nie zrobił tego. Dlaczego? Gdy w tym punkcie mojego przesłania dochodzę do pytania dlaczego, to staje się moją misją rekrutacyjną wśród was. Nie jestem tutaj, aby was rozbawić. Nie jestem tutaj nawet po to, aby skłonić was do uwierzenia w zmartwychwstanie. Jestem tutaj, aby doprowadzić was do określonego stylu życia. 

Podejmij ryzyko dla Króla

To będzie wyglądało inaczej dla każdego z was, ale to będzie podjęcie ryzyka. To będzie zgoda na cierpienie. Będzie to pójście drogami miłości, o których wiecie, że będą kosztowne. Ponieważ wiem, że w dzisiejszej Ameryce jedynie taki styl życia jest w stanie doprowadzić do przemiany ludzi. Dużo łatwiej jest rozwijać kościół bez takiej Ewangelii, niż z tą Ewangelią, ale nie jest to kościół wypełniony radykalnymi uczniami gotowymi poświęcić swoje życie i iść do narodów – a to jest jedyny kościół, jakim jestem zainteresowany.
Byłbym zachwycony, gdybym mógł choć jedną dziesiątą z was przekonać do radykalizmu Apostoła Pawła. Jak wielką zmianę spowodowałoby to w świecie. Gdy zadaję pytania typu: Dlaczego to uczynił? O co mu chodziło? Co nim powodowało? Mam nadzieję, że niektórzy z was przyjmą to samo wezwanie. Dlaczego Paweł wybrał właśnie takie życie? Przeczytam wam werset, który daje odpowiedź. To Kol.1:24, który brzmi mniej więcej tak: „Teraz raduję się w moim cierpieniu”. Bardzo dziwne stwierdzenie, prawda? Radować się w cierpieniu. „Raduję się w moich cierpieniach dla waszego dobra”. Mówiąc dla waszego doba Paweł ma na myśli kościół.

„Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół.”

To prawie herezja, czyż nie? „W moim cierpiącym ciele wypełniam to, czego brak w cierpieniach Chrystusa.” Co do licha, Pawle, masz na myśli mówiąc „brakuje w cierpieniach Chrystusa”? Za kogo się masz mówiąc, że czegokolwiek brakuje w cierpieniach Chrystusa?
Z pism samego Pawła wiemy, że nic im nie brakuje jeśli chodzi o ich odkupieńczą wartość. Cierpienia Chrystusa są ceną za przebaczenie naszych grzechów. Cierpienia Chrystusa były miejscem, które pochłonęło cały gniew Boży dla tych wszystkich, którzy Mu zaufali - tak, żeby nikt, kto ufa Jezusowi nie musiał doświadczać już więcej tego gniewu.
Cierpienia Chrystusa są doskonałym wypełnieniem Jego ziemskiego posłuszeństwa po to, aby przygotować dla was doskonałą sprawiedliwość, która, jeśli ufacie Mu, będzie uznana za waszą własną, a gdy staniecie przed świętym Bogiem, On zobaczy doskonałą prawość i przyjmie was do wiecznej radości. Niczego nie brakuje w odkupieńczej wartości cierpień Chrystusa. To Paweł nas tego nauczył. Co więc ma na myśli pisząc „Powodem dla którego wybrałem życie w cierpieniu jest dopełnienie tego, czego brakuje w cierpieniach Chrystusa”? O co mu chodzi?

Zbawienie zwiększa zasięg poprzez cierpienie

Powiem wam, co to znaczy moim zdaniem i podam swoje argumenty. Sądzę, że nie brakuje nic istotnego ani samemu cierpieniu ani temu, co miało być przez nie osiągnięte.
Czego brakuje to osobista, cielesna, namacalna prezentacja wobec tych, dla których cierpienie to zostało poniesione. To było tam. Ponad 2000 lat temu na wzgórzu Golgoty. Trwało to kilka godzin i się skończyło. Jak te cierpienia trafią do narodów? Jak dotrą do kampusów? Jak trafią do naszej dalszej rodziny, aby mogły w doskonały sposób wykonać w nich pracę nawrócenia, jaka została zaplanowana? Jak one działają? Jak są przekazywane, aby mogły urzeczywistnić się również dla innych, nie tylko dla nas?
Odpowiedź Pawła brzmi: Cierpienia Chrystusa są wypełnione, są przekazane, aby wykonały swoją pełną pracę, w momencie, gdy poprzez moje własne cierpienia przychodzą do życia kogoś innego. Innymi słowy Bóg zdecydował, że cierpienia Jego Syna przez całe wieki będą przekazywane i demonstrowane ludziom poprzez cierpienia Jego uczniów. Twój ból nie skrada się do ciebie, jak gdyby był czymś obcym, czymś, co nie ma nic wspólnego z zamiarami Boga wobec świata. Może lepiej przeczytajmy ten werset jeszcze raz.
Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół.”
Kościół jest właśnie gromadzony. Kościół jest właśnie umacniany. Kościół jest właśnie budowany, namaszczany i posyłany do świata poprzez cierpienia swoich sług. To wy jesteście jego sługami. Każde cierpienie, które dosięga wierzącego ma być dla kogoś błogosławieństwem. Nie zmarnujcie tego. Nie zmarnujcie tego.
To jest moja odpowiedź. Pozwólcie mi powiedzieć, dlaczego tak uważam i oprzeć to na Piśmie.

Dopełnij czego brakuje

Istnieje analogia pomiędzy Kol 1:24 i Flp 2. Słuchajcie uważnie, później możecie sprawdzić jeśli chcecie. Sytuacja jest następująca: w Flp 2, kościół w Filippi znajdujący się w północnej Grecji chciał wysłać apostołowi Pawłowi podarunek miłości - mogła to być odzież, książki, pieniądze, może suszona żywność. Paweł przebywał w więzieniu w Rzymie. Ten zbór go kochał. Jego list do Filipian jest najdelikatniejszym, najbardziej serdecznym i czułym listem w Nowym Testamencie. Widać z niego, jak wspaniałe stosunki łączyły Pawła z kościołem w Filippi.
Zbór w Filippi wysyła ten prezent dla Pawła do Rzymu przez Epafrodyta, który wiedział, że podejmuje się niebezpiecznej wyprawy. Gdy wieziesz coś cennego, grozi ci niebezpieczeństwo. Epafrodyt niemal stracił życie wioząc Pawłowi prezent od Filipian. Mówi o tym werset 27. Paweł pisze, że chorował tak, że był bliski śmierci.
Po otrzymaniu daru Paweł odpisuje Filipianom, i w Flp 2:29 mówi, że powinni szanować takich ludzi, jak Epafrodyt. Nadstawiał karku i prawie umarł. I teraz następuje fragment, który w oryginale brzmi prawie jednakowo jak Kol 1:24. Możecie to porównać.
Przeczytajcie Flp 2:30:

„Dlatego że dla sprawy Chrystusowej był bliski śmierci, narażając na niebezpieczeństwo życie, aby wyrównać to, czym wy nie mogliście mi usłużyć.”

Te same słowa [w oryginale i po angielsku, podobne po polsku]. „Wyrównać to, czym wy nie mogliście mi usłużyć”. Tym razem nie wasze cierpienia, lecz waszą posługę dla mnie. Czego zabrakło w ich posłudze dla niego? Pozwólcie mi przeczytać odpowiedź z komentarza, który powstał 100 lat temu. Marvin Vincent oddaje to dokładnie. Oto, co pisze:
Dar dla Pawła był darem od kościoła jako ciała. To był ofiarny dar miłości, jak Chrystus na krzyżu. To czego brakowało, to osobiste przekazanie podarunku. Było to niemożliwe i Paweł wskazuje Epafrodyta jako wypełniającego ten brak swoją serdeczną i gorliwą służbą.”
Uważam, że dokładnie to samo znaczyły słowa Pawła w Kol. 1:24, gdzie mówi on:
Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół”
Co ma na myśli? Cierpienia Chrystusa były darem miłości dla świata. One są dostępne dla wszystkich, którzy je przyjmą i zasłonią grzechy każdego z nich. Odsuną gniew Boży od każdego, kto je zaakceptuje. Utworzą prawość dla każdego, kto ich słucha, ale ludzie o tym nie wiedzą. Nie widzą tego. Nie potrafią po to sięgnąć. Ale Bóg ma rozwiązanie.
To Kol. 1:24. Poślę cię, Pawle i pokażę ci, ile musisz wycierpieć, aby wypełnić to, czego brakuje w moim cierpieniu, a mianowicie osobistego przedstawienia moich cierpień światu.


Cierp z radością

Ale teraz – upewnijcie się, że to rozumiecie bo nie jest to po prostu osobista prezentacja typu – "opowiedzieć Ewangelię". To jest kluczowe. Robię to teraz, swoimi ustami. Jest kluczową sprawą, żebyśmy otwierali nasze usta, żeby opowiedzieć tę starą historię. Nie mówi tego Kol 1:24.
Ten fragment mówi "W moim ciele, gdy cierpię, pokazuję cierpienia Chrystusa w widoczny sposób, dotykalnie dla bliźnich. Dla narodów. Oni widzą moje cierpienie, gdy ogłaszam im cierpienie Chrystusa. Widzą Chrystusa we mnie.


Wysłany do narodów

Otrzymałem maila od Wendy Pitman. Mamy duzo osób w kościele w waszym wieku. Około 200 z nich objętych jest programem szkolenia co oznacza, że uczestniczą w trwającym od dwu do pięciu lat programie, aby w końcu wyjechać na pole misyjne. To ludzie, których cenię. W sobotę wieczorem wysłaliśmy Natana i Shelly Snodgrassów z maleńką córeczką Norą na misję do Środkowej Azji. Nie można powiedzieć nikomu, dokąd dokładnie się wybierają – to zbyt niebezpieczne. Wendy z mężem już tam są, a około tygodnia temu ktoś rzucił granat na ich podwórko.
Co byście zrobili? Oni mają małe dzieci. Nie wiedzą, czy granat był przeznaczony dla nich, czy dla żołnierzy mieszkających po sąsiedzku, a to komplikuje sprawę. Wielu naszych ludzi znajduje się w podobnej sytuacji. Jestem gotów codziennie całować ich stopy. Nie jestem godzien rozsznurować im butów. Właśnie o czymś takim mówi Paweł. Zwróćcie uwagę, że nie chodzi tylko o to, żebyśmy dopełniali cierpienia Chrystusa demonstrując je światu poprzez własną gotowość do ponoszenia ofiar, ale również o to, żebyśmy robili to z radością.
Cieszę się z moich cierpień dla waszego dobra, dopełniając to, czego brakuje w cierpieniach Chrystusa”.

Nie chcę, aby ktokolwiek z was szedł tą drogą, jeśli nie potrafi zrobić tego z radością, bo będziecie tylko niszczyć reputację Jezusa. Malkontenci cierpiący dla Jezusa są sprzecznością samą w sobie.

Światłość świata

Co czyni chrześcijanina światłością świata?
Nie wymyślam tego, mówię na podstawie Mt. 5:10 – 12.
"Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.  Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami."

Zmartwychwstanie utrzyma tę radość pomimo wszystko. Wiecie, co będzie dalej?

"Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi."

Cieszcie się w tym dniu

W tym toku myślowym chcę spytać was, co to jest słona sól i jasne światło wierzącego? Odpowiedź brzmi: "Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie."
Bycie szczęśliwym, gdy wszystko idzie dobrze świadczy o niczym innym tylko o zwykłym ludzkim życiu. Ale być szczęśliwym jak Paweł, podczas cierpienia w trakcie zanoszenia udręk Chrystusa innym osobom lub grupom ludzi – to jest dopiero cud.
Świat pyta: „Jaka jest przyczyna twojej nadziei?” Nie potrafią wyjaśnić sobie twojego sposobu życia. Zauważyliście chyba, dlaczego powiedziałem o tych z nas, którzy mieszkają na Zachodzie i uwierzcie mi, nie wskazuję na nikogo palcem. Popatrzcie, mam na sobie płaszcz, koszulę, spodnie, buty na nogach, skarpetki. Zatrzymałem się w Hiltonie; jutro wylatuję stąd, wsiądę do samolotu z laptopem pod pachą. Jestem całkowicie człowiekiem Zachodu i jestem w ogromnym zagrożeniu.
Prawdziwe niebezpieczeństwo dla Ameryki

Inna młoda para misjonarzy wysłała mi maila w wieczór poprzedzający ich ordynację. Zaprosili niewierzących członków rodziny na tę uroczystość. Przed wysłaniem na misję mamy zwyczaj zapraszać naszych misjonarzy na środek kościoła i modlić się za nich. Wielu rodziców naprawdę się na mnie oburza. Kiedyś jeden z rodziców powiedział mi: „Zabiję cię, jeśli mój syn nie wróci stamtąd.” Para jadąca na misję zapytała mnie: „Czy powiedziałbyś coś naszym rodzicom, żeby zrozumieli, że zabranie ich wnuków do tego niebezpiecznego miejsca jest w porządku?”
Oto co powiedziałem. Przedstawiłem ich. Nie wiedziałem, gdzie siedzieli ich rodzice, ale powiedziałem: „Wiecie, Jezus nigdy nie powiedział, że dzieciom misjonarzy trudno jest wejść do Królestwa Niebieskiego. Nie powiedział też, że ciężko będzie ludziom z Darfuru wejść do Królestwa Niebieskiego. Jezus powiedział, że to bogaczowi trudno będzie tam wejść, dlatego najbardziej niebezpiecznym miejscem do wychowywania dzieci jest Ameryka.”
Nie wiem, czy moje słowa stały się w jakikolwiek sposób pomocne dla tych rodziców; dla mnie tak. Wychowałem czterech synów, teraz jeszcze wychowuję córkę, która ma jedenaście lat. Wiem, co to jest niebezpieczeństwo i nie jest nim cierpienie. Jedna z moich synowych przeszła w zeszłym tygodniu biopsję żołądka. Sądzę, że dwa tygodnie oczekiwania na biopsję były najlepszym czasem w ich małżeństwie. Chyba mogę tak powiedzieć. Dobre rzeczy zdarzają się, gdy jesteś w pobliżu wieczności. Wszystko staje się realne. Nie możesz już bawić się Jezusem. On albo jest prawdą, albo nie. To mit albo prawda. Radość jest możliwa, ponieważ zmartwychwstanie jest prawdziwe i realne.

Nie zmarnuj swojego życia

Pozwólcie mi zakończyć kilkoma historiami ilustrującymi to, o czym mówię. Mówiłem wcześniej , że opowiem o dwóch moich bohaterach. Jednym z nich był Richard Wurmbrand. Drugim jest
J. Oswald Sanders, wielki misjonarz i mąż stanu.
Kilka lat temu przebywałem w Trinity Seminary w Deerfield w Illinois, gdzie pracowałem nad książką. Dowiedzieliśmy się, że J. Oswald Sannders będzie przemawiał w kaplicy. Siedziałem w swoim pokoju i nie chciałem, żeby ktokolwiek wiedział, że tu jestem, ale gdy usłyszałem, że
J. Oswald Sanders, liczący sobie 89 lat, ma przemawiać w kaplicy, pomyślałem, że mam ostatnią szansę, aby go posłuchać. Dzisiaj jest on już u Pana. Wsunąłem się cichutko do kaplicy i usiadłem w tylnym rzędzie. Coś, co powiedział, zrobiło na mnie wielkie wrażenie.
Mam 61 lat, on opowiadając tę historię miał 89. Powiedział: „Gdy skończyłem 70 lat, zacząłem pisać i od tego czasu co roku pisałem książkę.” Pomyślałem: „19 książek od czasu 70 urodzin! To lepsze, niż granie w golfa, łowienie ryb czy wylegiwanie się na rafie koralowej, podczas gdy wszyscy oczekują, że w wieku 70 lat będziesz wciąż elegancki i opalony. Naprawdę? Wyhamuj! Ubieraj się i zrób coś naprawdę ważnego!”
To było wtrącenie. Teraz chodzi o tę historię. Mam ją zapisaną, ale pozwólcie mi opowiedzieć ją własnymi słowami. W Indiach mieszkał pewien wędrowny ewangelista. Był bardzo biedny, ale wędrował od wsi do wsi głosząc Ewangelię. Raz go przyjmowano, innym razem nie. Pewnego popołudnia dociera do jeszcze jednej wioski. Nie jest pewien, czy ma siłę iść dalej, ale jednak wchodzi tam i jest zupełnie odrzucony, mieszkańcy dosłownie wypędzają go ze wsi.
Jest przerażony i wykończony. Kładzie się pod drzewem i zasypia. O zmierzchu budzi się i, ku swemu zaskoczeniu, widzi otaczających go mieszkańców wsi. Jakiś ważny członek wspólnoty odezwał się: „Chcieliśmy tylko zobaczyć, co tu robisz. Ale gdy ujrzeliśmy pęcherze na twoich stopach i twoje krwawiące nogi, które przyniosły cię do nas, abyś mógł podzielić się z nami dobrą nowiną, prosimy, abyś powtórzył nam to, co mówiłeś we wsi.”
To właśnie opowiedział nam Oswald Sanders. Myślę, że jest to wspaniała ilustracja do Kol 1:24. Dopełniam w moim ciele to, czego brakuje w cierpieniach Chrystusa. Te pęcherze i krwawiące stopy ani trochę nie przyczynią się do waszego zbawienia. One po prostu pokazują, jaką wagę przywiązujecie do Chrystusa i jaką miłość macie do ludzi. W ten sposób stają się ucieleśnieniem cierpienia Chrystusa pokazując autentyczność Jego przesłania, co zachęca ludzi do słuchania
Nie ma miejsca dla skandalistów
W latach 80 i wczesnych 90 byłem bardzo zaangażowany w ruch antyaborcyjny - obrony i świętości życia. Spędziłem wiele nocy w więzieniu, odciągany siłą od siedzib Planned Parenthood (organizacji zajmującej się legalnymi aborcjami) Często byłem jedyną osobą na stanowisku. Zbieraliśmy się wcześnie rano i siadaliśmy przed kliniką. Mawiali wtedy: „No to powiedz teraz coś, co nas zainspiruje”.

Moje przesłanie było zawsze takie samo. Robiliśmy to przez około dwa i pół roku. Mówiłem wtedy: „Wiiecie, że wszędzie będą tu media i tylko jedna rzecz przekona Amerykanów, że mamy rację: ciche, spokojne, potulne cierpienie. Nie zadziorne, brzydkie, ostre słowa skierowane do
pro–aborcjonistów po drugiej stronie ulicy.” Jednym z powodów, dla których ruch upadł był fakt, że wśród chrześcijan uczestniczących w ruchu pro–life było wielu nawiedzonych dziwaków, nie potrafiących żyć tym wersetem: W moich cierpieniach dopełniam to, czego brak w cierpieniu Chrystusa.
Nie w moich ostrych słowach. Nie w moich mądrych talk–show w radiu, czy programach typu „miej ostatnie słowo”. W radiu słyszy się tyle prawicowych nonsensów na temat religii, które robią Jezusowi złą prasę. Nigdy za mało Kol. 1:24 i chrześcijan mówiących „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to wybrałem bardzo głupi styl życia”.

Radykalne ryzyko 

Jeszcze jedno opowiadanie i koniec. Widzicie, Jezus wzywa nas do prowadzenia zupełnie szalonego, radykalnego życia. Ono wygląda inaczej dla każdego i zazwyczaj gdy w moim nauczaniu dochodzę do tego momentu, słyszę krytykę. Głosząc w zeszłym tygodniu w Southern Seminary usłyszałem pytanie: “To co, mamy mieszkać w kartonowych pudłach?”
Jezus obserwował kobietę, która wrzuciła swoje ostatnie dwa pieniążki do skarbony w synagodze. Powiedział wtedy, że ona ofiarowała więcej, niż wszyscy bogacze, ponieważ w swoim ubóstwie oddała całe swoje utrzymanie. Gdy opowiadam o tym, powinienem dostawać listy typu: „To czym, twoim zdaniem, ma zapłacić czynsz?” Musicie zrozumieć: Jezus nie chce dawać ci wykazów zadań ani przepisów. On ma zamiar potrząsnąć cię jak diabli – dosłownie! W każdym z nas jest zbyt dużo piekła – piekielnej miłości do pieniędzy. Dlatego Jezus chciał potrząsnąć uczniami i powiedział: „To jest piękne! To jest piękne!”.
Czy ja albo Jezus chcemy abyście wszyscy podążali tą drogą? Przypomnijcie sobie, że gdy bogaty młodzieniec zapytał „Co mam robić” konkluzja Jezusa brzmiała: „Rozdaj wszystko co masz ubogim i chodź za mną”. Gdy Zacheusz zszedł z drzewa i Jezus wstąpił do jego domu, rozdał połowę swego majątku. Jezus powiedział wtedy „Dzisiaj zbawienie weszło do tego domu”.

Każda ofiara jest tego warta

Nie przyszedłem tu, żeby podawać procenty. To jest sprawa pomiędzy wami a Bogiem. Ja chcę błagać was, abyście uwolnili się od Amerykańskiego Snu i żyli innym rodzajem życia, w służbie miłości, na drodze kalwaryjskiej, z Jezusem. Niosąc swój krzyż, zapierając się siebie, a jednak pełni radości sprawicie, że świat zatrzyma się i zauważy.
To wszystko, czego chciałbym. Może będą to zamożne przedmieścia, gdzie zetkniecie się z załamanymi, pełnymi bólu ludźmi, którzy nie wiedzą, jak radzić sobie ze swoimi dziećmi. Może pojedziecie do miasta, gdzie będziecie musieli spać w kartonowych pudłach, żeby utożsamić się z mieszkającymi na ulicy ludźmi z Kalkuty. Nie potrafię wam tego powiedzieć, ale Bóg to wie. Przyjechałem do Teksasu z nadzieją, że znajdę tu grupę ludzi, którzy nie będą obojętni i odpowiedzą na wezwanie.
Nie wiem, jakie cierpienia was czekają. Nie znam stopnia ryzyka, ani ceny, jaką przyjdzie zapłacić. Wiem jednak, że po drugiej stronie jest zbawienie i Zbawiciel, który jest nieskończenie cenny. To on uczyni w końcu każdą ofiiarę, jaką poniosę wartą swoich kosztów. Więc mogę wszystko inne uważać za śmieci dla najwyższej wartości, którą jest poznanie Chrystusa Jezusa, mego Pana


John Piper (@JohnPiper) jest założycielem i nauczycielem organizacji Desiring God.oraz kanclerzem Bethlehem College & Seminary. Przez 33 lat był pastorem Bethlehem Baptist Church w Minneapolis w Minnesocie. Jest autorem ponad 50 książek.
Źródło: desiringGod.org
Prawa autorskie: © Desiring God Foundation, Link do oryginału:http://www.desiringgod.org/messages/radical-effects-of-the-resurrection--2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz