Radykalne owoce Zmartwychwstania
Przesłanie Johna Pipera, założyciela projektu DESIRING GOD wygłoszone w Wielkim Tygodniu 2007 r, do studentów Agricultural and Mechanical University w Teksasie
Mamy Wielki Tydzień i wszystko obraca się wokół zmartwychwstania. Chciałbym przeczytać jeden z najważniejszych fragmentów dotyczących tego tematu - I Kor. 15:12 – 19. Zwłaszcza jeden werset zrobił na mnie bardzo silne wrażenie.
„Jeżeli
głosi się, że Chrystus powstał z martwych, jak ktokolwiek może
twierdzić, że nie ma zmartwychwstania? Jednocześnie, jeśli nie
istnieje zmartwychwstanie, to nawet Chrystus nie mógł
zmartwychwstać. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to zarówno
nasze głoszenie jak i nasza wiara są próżne. Jednocześnie uważa
się, że źle rozumiemy Boga, ponieważ świadczymy o Bogu, który
wzbudził Chrystusa z martwych, co w przypadku, jeśli zmarli nie
zmartwychwstają, jest nieprawdą, ponieważ w takim razie nawet
Chrystus nie może zmartwychwstać. A jeśli Chrystus nie
zmartwychwstał, twoja wiara jest daremna i nadal żyjesz w
grzechach. A więc ci, którzy zasnęli w Chrystusie, są zgubieni.
Jeżeli pokładamy nadzieję w Chrystusie wyłącznie w tym życiu,
jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich ludzi.”
Rozpaczliwa potrzeba
Pozwólcie,
że zanim się pomodlę, przedstawię scenę z mojego życia. Wczoraj
miałem dzień wolny i jak zazwyczaj poszliśmy z żoną na lunch.
Tym razem wybraliśmy Old Country Buffet, gdzie zazwyczaj przychodzą
starsi ludzie. Planowałem porozmawiać z nią o czymś dość ważnym
dla naszej relacji. Modliłem się usilnie, aby rozmowa poszła
dobrze, ale wszystko poszło bardzo źle. Tak źle, że całe
popołudnie ledwie mogliśmy ze sobą rozmawiać. Cały czas chciało
mi się płakać. Przeżyliście kiedyś coś podobnego?
Każdego
wieczoru przed pójściem spać klękamy z żoną do modlitwy.
Czytamy fragment z książki z nauczaniami pt. „Światło na
drodze”. Uklękliśmy. Chyba możecie sobie wyobrazić, jakie to
okropne? Ledwie potrafimy rozmawiać ze sobą, a mamy rozmawiać z
Bogiem. Jak zwykle, uklękliśmy obok siebie. To było rutynowe
działanie. Robimy to odruchowo. Przeczytałem krótkie rozważanie.
Zazwyczaj ona się modli, a ja kończę modlitwę. Żona zapytała:
„Możemy porozmawiać?” Nie można iść spać w takim napięciu.
Powiedziałem
jej, że nie mogę znaleźć słów, które mogłyby wyrazić, co
czuję. Ona po prostu zaczęła się modlić; potem ja pomodliłem
się o pomoc. Zamknęliśmy książkę, wpełzliśmy do łóżka i
zasnęliśmy. Obudziłem się wcześniej i wstałem przed nią. Tuż
przed wyjściem do samochodu poszedłem do pokoju. Żona już nie
spała, więc pocałowałem ją w policzek i powiedziałem: „To nie
twój problem, tylko mój. Będzie dobrze”.
Wyjechałem
do Teksasu. I właśnie tak wyglądają teraz sprawy w domu Piperów.
Są trzy powody, dla których wam to opowiadam:
Są trzy powody, dla których wam to opowiadam:
1.
Musicie wiedzieć, że nawet przekonani o swoim namaszczeniu
kaznodzieje, którzy pojawiają się na zgromadzeniach są
niedoskonałymi, omylnymi, zmęczonymi emocjonalnie grzesznikami,
którzy każdego dnia swojego życia potrzebują Zbawiciela.
Wystrzegajcie się zbyt wygórowanej oceny jakiegokolwiek człowieka.
2.
Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa są dla mnie cenne nie
dlatego, że zmieniły moje życie w szereg sukcesów, ale dlatego,
że chronią mnie przed upadkiem pod ciężarem moich niepowodzeń.
3.
Niektórzy z was obecnych na tej sali zjawili się tu sfrustrowani,
zniechęceni i rozczarowani, ponieważ coś w waszym życiu nie
poszło tak, jak się tego spodziewaliście. Jesteście pełni obaw o
coś w przyszłości, dzisiaj lub za pięć lat. Może czujecie się
zakłopotani jakimiś zagadnieniami teologicznymi albo czymś, co
usłyszeliście na zajęciach. Może jesteście zdenerwowani na
kogoś albo pełni jakiejś pożądliwości. Wiedzcie, że mam dla
was dobre wieści. Być może nie są to takie dobre wieści, jak
oczekiwaliście. Wasze ostateczne uzdrowienie jest tak daleko, jak
wasze zmartwychwstanie, ale niezwyciężona radość nadziei jest tak
blisko, jak zmartwychwstały Chrystus.
Torturowany dla Chrystusa
Chciałbym
wspomnieć dwóch ludzi, którzy są dla mnie XX-wiecznymi
bohaterami. O jednym wspomnę zaraz, o drugim opowiem pod koniec.
Moimi
bohaterami są często ludzie, o których nikt nie słyszał.
Niewielu z was powie coś nazwisko Richard Wurmbrand. Był on
rumuńskim pastorem, który za czasów komunizmu spędził ponad 12
lat w więzieniu i był tam torturowany. Napisał książkę
„Torturowany dla Chrystusa”.
On
już nie żyje. Kiedyś odwiedził nasz zbór. Innym razem przyjechał
do Minneapolis. Doskonale pamiętam obydwie te wizyty. Czułem się,
jakbym stał w obliczu wyjątkowej świętości. Za pierwszym razem
mówił do około dwunastu pastorów. To byli wszyscy obecni.. Wszedł
na podium. Siedzieliśmy w pierwszych dwu ławkach w małym kościele.
Mówiąc usiadł na krześle. Zdjął z nóg swoje czarne buty.
Rozsznurował je i postawił obok. Nie rozumiałem, o co chodzi, ale
jego żona, która tym razem przyjechała z nim wyjaśniła nam
później, że torturowano go między innymi bijąc go w stopy.
Zwyczajnie czuł się lepiej bez butów.
Mówił
o tym, czy jesteśmy w stanie przyjąć cierpienie, czy nie. Zadał
następujące pytanie: „Wyobraź sobie, że twoja żona i żona
jednego z braci spodziewają się dzieci. Jedno z nich ma być
dzieckiem głęboko upośledzonym. Gdybyś mógł wybrać, które z
nich będzie twoje, to które byś wybrał? Czy życie wiarą wśród
bólu pomagania dziecku w dorastaniu i radzeniu sobie z
niepełnosprawnością, czy też życie łatwe ?” Zadawał nam
wiele podobnych pytań, bardzo poruszających dla mnie jako młodego
pastora. To było około dwudziestu pięciu lat temu. Przeczytałem
potem kilka jego książek, w jednej z nich znalazłem poniższą
historię. To właśnie ona sprowokowała mnie do przekazania tego
przesłania.
Najbardziej godny pożałowania
Richard
Wurmbrand opowiedział tam historię pewnego włoskiego cystersa.
Współcześnie, cystersi są katolickim zakonem, którego członków
obowiązuje milczenie. Nie wolno im rozmawiać. Wspólnie śpiewają,
ale poza czasem śpiewu i spowiedzi ich życie upływa w absolutnym
milczeniu, pracy i medytacji. Opat, którego nie obowiązuje zakaz
mówienia, udzielił kiedyś wywiadu w telewizji. Jedno z pytań
brzmiało: „Co by się stało, gdyby, przy końcu życia ojciec
zdał sobie sprawę, że ateizm jest prawdą? Nie ma Boga. Co gdyby
właśnie to okazało się prawdą?” Opat, w historii Wurmbranda,
odpowiedział w ten sposób: „Świętość, cisza i poświęcenie
są piękne same w sobie, nawet bez obietnicy nagrody. Wciąż bym
uważał, że dobrze spożytkowałem swoje życie.”
Zastanawiam
się, czy pamiętacie ostatni werset czytanego dzisiaj tekstu, który
jest diametralnym przeciwieństwem słów opata. Paweł powiedział:
„Jeżeli pokładamy nadzieję w Chrystusie wyłącznie w tym życiu,
jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich ludzi.”.
Dlaczego Paweł nie zgadza się z opatem? Dlaczego nie powiedział:
„Nawet jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, nawet jeśli nie ma
Boga, życie w miłości, pracy i poświęceniu jest dobre. Czy jest
nagroda czy nie, czy jest życie po śmierci, czy nie”. Czemu tak
nie powiedział? Dlaczego powiedział „Jeśli liczymy na Chrystusa
wyłącznie w tym życiu, żałujcie nas. Jesteśmy głupcami”?
To
naprawdę ważne pytanie dla was i dla wszystkich chrześcijan na
bogatym Zachodzie, a szczególnie w Ameryce – Disneylandzie świata.
Wydaje się, że dzisiejszy ewangekalizm, czy też ogólnie rozumiany
świat chrześcijański jest skłonny oferować chrześcijaństwo
ludziom w taki sposób, aby przekonać ich do ziemskich korzyści,
jakie ono niesie. Może korzyści psychologiczne, czy emocjonalne w
postaci spokoju umysłu lub inne benefity, np. w relacjach. Może –
na miłość Boską! – twoje małżeństwo naprawi się po 38
latach. Albo dary Ducha św. – miłość, radość, pokój.
Mam
na myśli: zostań chrześcijaninem, a wszystko co uczynisz powiedzie
ci się. Zostań chrześcijaninem, a życie nareszcie się ułoży.
Życie potoczy się lepiej dla ciebie. Wydaje mi się, że taka jest
ogólna tendencja naszego głoszenia i ewangelizacji. A więc co jest
nie tak z Apostołem Pawłem? Co z nim nie jest w porządku? Jeżeli
nie ma zmartwychwstania, innymi słowy, jeśli to, co jest tutaj to
wszystko, to jesteśmy głupcami. Co czynimy, żyjąc tak, jak
żyjemy? Jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich
ludzi. Co jest nie tak z Pawłem? Dlaczego on głosi takie rzeczy? To
nie jest dobra reklama dla chrześcijaństwa. Wierzę, że dla Pawła,
jako apostoła naśladującego swego Mistrza, życie chrześcijańskie
jest życiem dobrowolnie wybranego ryzyka i cierpienia w imię
miłości do innych ludzi znajdujących się w wielkiej potrzebie.
Zwiększ ziemską radość
O
tak, istnieje radość – niewypowiedziana radość. Ale według
Apostoła jest to radość płynąca z nadziei. Pamiętacie, że
powtarzał: „Radujcie się nadzieją. Cieszcie się nadzieją”.
Jezus powiedział: „Radość idzie przede Mną”, a w Liście do
Rzymian powiedziane jest o Nim: „który zamiast doznać należytej
Mu radości, wycierpiał krzyż”
Ta
radość spływa z powrotem na ziemię, ale jest to radość
zakorzeniona w nadziei. Paweł mówi tu, że ta nadzieja
zmartwychwstania oraz to, co przyniesie Chrystus po zmartwychwstaniu
uwolniło go do podjęcia się cierpienia, którego nie wybrałby,
gdyby nie wierzył w zmartwychwstanie. „Życie, które wybrałem
jest życiem głupca”, napisał, „jeżeli nie ma zmartwychwstania
dla mnie, ani dla tych, za których cierpię.”
Istnieje
lepsza od chrześcijaństwa droga do zwiększenia ziemskiej wygody i
przyjemności. Jeżeli twoim życiowym celem jest zwiększenie
wesołości, przyjemności, wygody i sukcesu na ziemi,
chrześcijaństwo nie jest dla ciebie. Zdecydowanie nie.
Możesz
znaleźć inną dobrą nowinę (a jest ich mnóstwo) która pomoże
ci to osiągnąć. To nie jest to, w czym ma pomóc chrześcijaństwo.
Ono nic ci nie da. Paweł o tym wiedział. Pisząc 15 rozdział 1
Listu do Koryntian Paweł wiedział, że do zmaksymalizowania wygód
i przyjemności w życiu prowadzi lepsza droga, niż chrześcijaństwo,
niż naśladowanie Jezusa. Wiedział o tym i dlatego napisał te
zdumiewające słowa „Jeśli umarli nie zmartwychwstają, to jedzmy
i pijmy, bo jutro pomrzemy” (I Kor.15:32).
Pisząc
„Jeśli umarli nie zmartwychwstają, to jedzmy i pijmy” Paweł
nie miał na myśli, abyśmy się stali żarłokami i pijakami,
ponieważ obżartuchy i moczymordy są tak samo godni pożałowania,
jak głupi chrześcijanie, którzy dali się zwieść przez mit,
który się nie spełni. Zostanie żarłokiem i pijakiem nie jest
sposobem na zmaksymalizowanie przyjemności tu na ziemi. Mówiąc
„jeśli nie ma zmartwychwstania, to jedzmy i pijmy” Paweł ma na
myśli „Bądźmy normalni. Bądźmy klasą średnią. Po prostu
jedzmy, pijmy i uprawiajmy sport”.
W
czasopiśmie American Magazine znajdziemy artykuł poświęcony
Lancowi Armstrongowi i jego pomocy ludziom, którzy, podobnie jak ja,
wygrali walkę z rakiem. Powiedział on: „Jedz rzeczy naturalne i
codziennie ćwicz”. Potem zasłynął powiedzonkiem: „Waga nigdy
nie kłamie”. Spojrzałem zza rogu na mężczyznę czytającego
artykuł, niewątpliwie napisany przez kobietę, zatytułowany:
„Biodra nigdy nie kłamią”. Jasne, że ludzie przejmują się
swoim zdrowiem a Paweł powiedział: „Dokładnie tam powinieneś
zaangażować swoją energię, jeśli chcesz zwiększyć swoje
przyjemności tu na ziemi.” Niebo jest nieistotne, piekło jest bez
znaczenia, podobnie zmartwychwstanie i wieczność nieważne, ale
ważna jest waga. Możesz przedłużyć swoje życie tutaj,
utrzymywać się w dobrej kondycji albo nie będziesz cieszyć się
seksem tak długo jak inni
i nie będziesz robił na starość tych wszystkich rzeczy, których pragniesz.
i nie będziesz robił na starość tych wszystkich rzeczy, których pragniesz.
Wybierz coś więcej, niż normalność
W
życiu Pawła istniała radość – ogromna radość – ale była
to radość nadziei. Paweł nie wybrał bycia normalnym. A co wybrał?
Co miał na myśli pisząc „My, ze wszystkich ludzi, jesteśmy
najbardziej godni pożałowania, jeśli nie ma zmartwychwstania.”
Cóż
on uczynił tak godnego pożałowania?
-
Nie odrzucałby darów, które tak często ofiarowywano mu w kościołach.
-
Nie poskramiałby swego ciała tak, aby móc żyć w totalnej dyscyplinie.
-
Nie ryzykowałby życia wciąż na nowo wobec gniewnych tłumów, złodziei, fałszywych braci czy na morzu.
-
Nie zniósłby tych lichych, zdradliwych chrześcijan.
-
Nie wytrzymałby tak częstego braku jedzenia i snu.
-
Nie ryzykowałby uwięzienia w każdym mieście.
-
Nie pozostawałby samotny przez całe życie ponieważ podyktowała mu to miłość.
(Nie
można ciągnąć ze sobą kobiety do więzienia w każdym mieście.)
Takie
było Pawłowe powołanie i dlatego wyrzekł się radości z seksu
aby po śmierci i spotkaniu Jezusa doświadczyć czegoś 10.000 razy
lepszego. Właśnie to miał na myśli pisząc „Jesteśmy
najbardziej godni pożałowania spośród ludzi, jeśli nie ma
zmartwychwstania.” Jeżeli chcesz coraz więcej jeść i pić, to
możesz praktykować inną religię. Prawie wszyscy Amerykanie w to
wierzą, ale my zostaliśmy powołani, aby być małą garstką. Aby
żyć w inny sposób i poświęcić się innym wartościom i innym
czasom.
Paweł
nie uważał swojego związku z Chrystusem za klucz do zwiększenia
swojej wygody i mówił „Jesteśmy najbardziej pożałowania godni
z ludzi”. Czemu? Dlaczego wybrał ten sposób życia? On go wybrał.
Mógł odejść od doświadczenia drogi do Damaszku, z powodu tego co
Jezus mu powiedział. Powiedział do Ananiasza, który miał otworzyć
jego oczy po trzydniowej ślepocie: „Powiedz mu, jak wiele musi
wycierpieć z mojego powodu”. A więc, gdy Ananiasz pojawia się i
mówi Pawłowi jaka jest oferta: „Zostałeś wezwany przez
żyjącego, zmartwychwstałego Chrystusa a misją, którą ci
powierzył jest zwielokrotnienie twojego cierpienia dla rozszerzenia
Jego Królestwa”, Paweł mógł powiedzieć „Nie, dziękuję” i
oddalić się. Nie zrobił tego. Dlaczego? Gdy w tym punkcie mojego
przesłania dochodzę do pytania dlaczego, to staje się moją misją
rekrutacyjną wśród was. Nie jestem tutaj, aby was rozbawić. Nie
jestem tutaj nawet po to, aby skłonić was do uwierzenia w
zmartwychwstanie. Jestem tutaj, aby doprowadzić was do określonego
stylu życia.
Podejmij ryzyko dla Króla
To
będzie wyglądało inaczej dla każdego z was, ale to będzie
podjęcie ryzyka. To będzie zgoda na cierpienie. Będzie to
pójście drogami miłości, o których wiecie, że będą kosztowne.
Ponieważ wiem, że w dzisiejszej Ameryce jedynie taki styl życia
jest w stanie doprowadzić do przemiany ludzi. Dużo łatwiej jest
rozwijać kościół bez takiej Ewangelii, niż z tą Ewangelią, ale
nie jest to kościół wypełniony radykalnymi uczniami gotowymi
poświęcić swoje życie i iść do narodów – a to jest jedyny
kościół, jakim jestem zainteresowany.
Byłbym
zachwycony, gdybym mógł choć jedną dziesiątą z was przekonać
do radykalizmu Apostoła Pawła. Jak wielką zmianę spowodowałoby
to w świecie. Gdy zadaję pytania typu: Dlaczego to uczynił? O co
mu chodziło? Co nim powodowało? Mam nadzieję, że niektórzy z was
przyjmą to samo wezwanie. Dlaczego Paweł wybrał właśnie takie
życie? Przeczytam wam werset, który daje odpowiedź. To Kol.1:24,
który brzmi mniej więcej tak: „Teraz raduję się w moim
cierpieniu”. Bardzo dziwne stwierdzenie, prawda? Radować się w
cierpieniu. „Raduję się w moich cierpieniach dla waszego dobra”.
Mówiąc dla waszego doba Paweł ma na myśli kościół.
„Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół.”
„Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół.”
To
prawie herezja, czyż nie? „W moim cierpiącym ciele wypełniam
to, czego brak w cierpieniach Chrystusa.” Co do licha, Pawle, masz
na myśli mówiąc „brakuje w cierpieniach Chrystusa”? Za kogo
się masz mówiąc, że czegokolwiek brakuje w cierpieniach
Chrystusa?
Z
pism samego Pawła wiemy, że nic im nie brakuje jeśli chodzi o ich
odkupieńczą wartość. Cierpienia Chrystusa są ceną za
przebaczenie naszych grzechów. Cierpienia Chrystusa były miejscem,
które pochłonęło cały gniew Boży dla tych wszystkich, którzy
Mu zaufali - tak, żeby nikt, kto ufa Jezusowi nie musiał
doświadczać już więcej tego gniewu.
Cierpienia
Chrystusa są doskonałym wypełnieniem Jego ziemskiego posłuszeństwa
po to, aby przygotować dla was doskonałą sprawiedliwość, która,
jeśli ufacie Mu, będzie uznana za waszą własną, a gdy staniecie
przed świętym Bogiem, On zobaczy doskonałą prawość i przyjmie
was do wiecznej radości. Niczego nie brakuje w odkupieńczej
wartości cierpień Chrystusa. To Paweł nas tego nauczył. Co więc
ma na myśli pisząc „Powodem dla którego wybrałem życie w
cierpieniu jest dopełnienie tego, czego brakuje w cierpieniach
Chrystusa”? O co mu chodzi?
Zbawienie zwiększa zasięg poprzez cierpienie
Powiem
wam, co to znaczy moim zdaniem i podam swoje argumenty. Sądzę, że
nie brakuje nic istotnego ani samemu cierpieniu ani temu, co miało
być przez nie osiągnięte.
Czego brakuje to osobista, cielesna, namacalna prezentacja wobec tych, dla których cierpienie to zostało poniesione. To było tam. Ponad 2000 lat temu na wzgórzu Golgoty. Trwało to kilka godzin i się skończyło. Jak te cierpienia trafią do narodów? Jak dotrą do kampusów? Jak trafią do naszej dalszej rodziny, aby mogły w doskonały sposób wykonać w nich pracę nawrócenia, jaka została zaplanowana? Jak one działają? Jak są przekazywane, aby mogły urzeczywistnić się również dla innych, nie tylko dla nas?
Czego brakuje to osobista, cielesna, namacalna prezentacja wobec tych, dla których cierpienie to zostało poniesione. To było tam. Ponad 2000 lat temu na wzgórzu Golgoty. Trwało to kilka godzin i się skończyło. Jak te cierpienia trafią do narodów? Jak dotrą do kampusów? Jak trafią do naszej dalszej rodziny, aby mogły w doskonały sposób wykonać w nich pracę nawrócenia, jaka została zaplanowana? Jak one działają? Jak są przekazywane, aby mogły urzeczywistnić się również dla innych, nie tylko dla nas?
Odpowiedź
Pawła brzmi: Cierpienia Chrystusa są wypełnione, są przekazane,
aby wykonały swoją pełną pracę, w momencie, gdy poprzez moje
własne cierpienia przychodzą do życia kogoś innego. Innymi słowy
Bóg zdecydował, że cierpienia Jego Syna przez całe wieki będą
przekazywane i demonstrowane ludziom poprzez cierpienia Jego uczniów.
Twój ból nie skrada się do ciebie, jak gdyby był czymś obcym,
czymś, co nie ma nic wspólnego z zamiarami Boga wobec świata. Może
lepiej przeczytajmy ten werset jeszcze raz.
„Teraz
raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele
moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest
Kościół.”
Kościół
jest właśnie gromadzony. Kościół jest właśnie umacniany.
Kościół jest właśnie budowany, namaszczany i posyłany do świata
poprzez cierpienia swoich sług. To wy jesteście jego sługami.
Każde cierpienie, które dosięga wierzącego ma być dla kogoś
błogosławieństwem. Nie zmarnujcie tego. Nie zmarnujcie tego.
To
jest moja odpowiedź. Pozwólcie mi powiedzieć, dlaczego tak uważam
i oprzeć to na Piśmie.
Dopełnij czego brakuje
Istnieje
analogia pomiędzy Kol 1:24 i Flp 2. Słuchajcie uważnie, później
możecie sprawdzić jeśli chcecie. Sytuacja jest następująca: w
Flp 2, kościół w Filippi znajdujący się w północnej Grecji
chciał wysłać apostołowi Pawłowi podarunek miłości - mogła to
być odzież, książki, pieniądze, może suszona żywność. Paweł
przebywał w więzieniu w Rzymie. Ten zbór go kochał. Jego list do
Filipian jest najdelikatniejszym, najbardziej serdecznym i czułym
listem w Nowym Testamencie. Widać z niego, jak wspaniałe stosunki
łączyły Pawła z kościołem w Filippi.
Zbór
w Filippi wysyła ten prezent dla Pawła do Rzymu przez Epafrodyta,
który wiedział, że podejmuje się niebezpiecznej wyprawy. Gdy
wieziesz coś cennego, grozi ci niebezpieczeństwo. Epafrodyt niemal
stracił życie wioząc Pawłowi prezent od Filipian. Mówi o tym
werset 27. Paweł pisze, że chorował tak, że był bliski śmierci.
Po
otrzymaniu daru Paweł odpisuje Filipianom, i w Flp 2:29 mówi, że
powinni szanować takich ludzi, jak Epafrodyt. Nadstawiał karku i
prawie umarł. I teraz następuje fragment, który w oryginale brzmi
prawie jednakowo jak Kol 1:24. Możecie to porównać.
Przeczytajcie Flp 2:30:
„Dlatego że dla sprawy Chrystusowej był bliski śmierci, narażając na niebezpieczeństwo życie, aby wyrównać to, czym wy nie mogliście mi usłużyć.”
Przeczytajcie Flp 2:30:
„Dlatego że dla sprawy Chrystusowej był bliski śmierci, narażając na niebezpieczeństwo życie, aby wyrównać to, czym wy nie mogliście mi usłużyć.”
Te
same słowa [w oryginale i po angielsku, podobne po polsku].
„Wyrównać to, czym wy nie mogliście mi usłużyć”. Tym razem
nie wasze cierpienia, lecz waszą posługę dla mnie. Czego zabrakło
w ich posłudze dla niego? Pozwólcie mi przeczytać odpowiedź z
komentarza, który powstał 100 lat temu. Marvin Vincent oddaje to
dokładnie. Oto, co pisze:
„Dar
dla Pawła był darem od kościoła jako ciała. To był ofiarny dar
miłości, jak Chrystus na krzyżu. To czego brakowało, to osobiste
przekazanie podarunku. Było to niemożliwe i Paweł wskazuje
Epafrodyta jako wypełniającego ten brak swoją serdeczną i gorliwą
służbą.”
Uważam,
że dokładnie to samo znaczyły słowa Pawła w Kol. 1:24, gdzie
mówi on:
„Teraz
raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele
moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest
Kościół”
Co
ma na myśli? Cierpienia Chrystusa były darem miłości dla świata.
One są dostępne dla wszystkich, którzy je przyjmą i zasłonią
grzechy każdego z nich. Odsuną gniew Boży od każdego, kto je
zaakceptuje. Utworzą prawość dla każdego, kto ich słucha, ale
ludzie o tym nie wiedzą. Nie widzą tego. Nie potrafią po to
sięgnąć. Ale Bóg ma rozwiązanie.
To Kol. 1:24. Poślę cię, Pawle i pokażę ci, ile musisz wycierpieć, aby wypełnić to, czego brakuje w moim cierpieniu, a mianowicie osobistego przedstawienia moich cierpień światu.
To Kol. 1:24. Poślę cię, Pawle i pokażę ci, ile musisz wycierpieć, aby wypełnić to, czego brakuje w moim cierpieniu, a mianowicie osobistego przedstawienia moich cierpień światu.
Cierp z radością
Ale teraz –
upewnijcie się, że to rozumiecie bo nie jest to po prostu osobista
prezentacja typu – "opowiedzieć Ewangelię". To jest
kluczowe. Robię to teraz, swoimi ustami. Jest kluczową sprawą,
żebyśmy otwierali nasze usta, żeby opowiedzieć tę starą
historię. Nie mówi tego Kol 1:24.
Ten fragment mówi "W moim ciele, gdy cierpię, pokazuję cierpienia Chrystusa w widoczny sposób, dotykalnie dla bliźnich. Dla narodów. Oni widzą moje cierpienie, gdy ogłaszam im cierpienie Chrystusa. Widzą Chrystusa we mnie.
Ten fragment mówi "W moim ciele, gdy cierpię, pokazuję cierpienia Chrystusa w widoczny sposób, dotykalnie dla bliźnich. Dla narodów. Oni widzą moje cierpienie, gdy ogłaszam im cierpienie Chrystusa. Widzą Chrystusa we mnie.
Wysłany do narodów
Otrzymałem
maila od Wendy Pitman. Mamy duzo osób w kościele w waszym wieku.
Około 200 z nich objętych jest programem szkolenia co oznacza, że
uczestniczą w trwającym od dwu do pięciu lat programie, aby w
końcu wyjechać na pole misyjne. To ludzie, których cenię. W
sobotę wieczorem wysłaliśmy Natana i Shelly Snodgrassów z
maleńką córeczką Norą na misję do Środkowej Azji. Nie można
powiedzieć nikomu, dokąd dokładnie się wybierają – to zbyt
niebezpieczne. Wendy z mężem już tam są, a około tygodnia temu
ktoś rzucił granat na ich podwórko.
Co
byście zrobili? Oni mają małe dzieci. Nie wiedzą, czy granat był
przeznaczony dla nich, czy dla żołnierzy mieszkających po
sąsiedzku, a to komplikuje sprawę. Wielu naszych ludzi znajduje się
w podobnej sytuacji. Jestem gotów codziennie całować ich stopy.
Nie jestem godzien rozsznurować im butów. Właśnie o czymś takim
mówi Paweł. Zwróćcie uwagę, że nie chodzi tylko o to, żebyśmy
dopełniali cierpienia Chrystusa demonstrując je światu poprzez
własną gotowość do ponoszenia ofiar, ale również o to, żebyśmy
robili to z radością.
„Cieszę
się z moich cierpień dla waszego dobra, dopełniając to, czego
brakuje w cierpieniach Chrystusa”.
Nie
chcę, aby ktokolwiek z was szedł tą drogą, jeśli nie potrafi
zrobić tego z radością, bo będziecie tylko niszczyć reputację
Jezusa. Malkontenci cierpiący dla Jezusa są sprzecznością samą w
sobie.
Światłość świata
Co
czyni chrześcijanina światłością świata?
Nie wymyślam tego, mówię na podstawie Mt. 5:10 – 12.
Nie wymyślam tego, mówię na podstawie Mt. 5:10 – 12.
"Błogosławieni,
którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do
nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni
jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z
mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie
się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak
bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami."
Zmartwychwstanie
utrzyma tę radość pomimo wszystko. Wiecie, co będzie dalej?
"Wy
jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak,
czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na
wyrzucenie i podeptanie przez ludzi."
Cieszcie się w tym dniu
W
tym toku myślowym chcę spytać was, co to jest słona sól i jasne
światło wierzącego? Odpowiedź brzmi: "Cieszcie się i
radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie."
Bycie
szczęśliwym, gdy wszystko idzie dobrze świadczy o niczym innym
tylko o zwykłym ludzkim życiu. Ale być szczęśliwym jak Paweł,
podczas cierpienia w trakcie zanoszenia udręk Chrystusa innym osobom
lub grupom ludzi – to jest dopiero cud.
Świat
pyta: „Jaka jest przyczyna twojej nadziei?” Nie potrafią
wyjaśnić sobie twojego sposobu życia. Zauważyliście chyba,
dlaczego powiedziałem o tych z nas, którzy mieszkają na Zachodzie
i uwierzcie mi, nie wskazuję na nikogo palcem. Popatrzcie, mam na
sobie płaszcz, koszulę, spodnie, buty na nogach, skarpetki.
Zatrzymałem się w Hiltonie; jutro wylatuję stąd, wsiądę do
samolotu z laptopem pod pachą. Jestem całkowicie człowiekiem
Zachodu i jestem w ogromnym zagrożeniu.
Prawdziwe
niebezpieczeństwo dla Ameryki
Inna
młoda para misjonarzy wysłała mi maila w wieczór poprzedzający
ich ordynację. Zaprosili niewierzących członków rodziny na tę
uroczystość. Przed wysłaniem na misję mamy zwyczaj zapraszać
naszych misjonarzy na środek kościoła i modlić się za nich.
Wielu rodziców naprawdę się na mnie oburza. Kiedyś jeden z
rodziców powiedział mi: „Zabiję cię, jeśli mój syn nie wróci
stamtąd.” Para jadąca na misję zapytała mnie: „Czy
powiedziałbyś coś naszym rodzicom, żeby zrozumieli, że zabranie
ich wnuków do tego niebezpiecznego miejsca jest w porządku?”
Oto
co powiedziałem. Przedstawiłem ich. Nie wiedziałem, gdzie
siedzieli ich rodzice, ale powiedziałem: „Wiecie, Jezus nigdy nie
powiedział, że dzieciom misjonarzy trudno jest wejść do Królestwa
Niebieskiego. Nie powiedział też, że ciężko będzie ludziom z
Darfuru wejść do Królestwa Niebieskiego. Jezus powiedział, że to
bogaczowi trudno będzie tam wejść, dlatego najbardziej
niebezpiecznym miejscem do wychowywania dzieci jest Ameryka.”
Nie
wiem, czy moje słowa stały się w jakikolwiek sposób pomocne dla
tych rodziców; dla mnie tak. Wychowałem czterech synów, teraz
jeszcze wychowuję córkę, która ma jedenaście lat. Wiem, co to
jest niebezpieczeństwo i nie jest nim cierpienie. Jedna z moich
synowych przeszła w zeszłym tygodniu biopsję żołądka. Sądzę,
że dwa tygodnie oczekiwania na biopsję były najlepszym czasem w
ich małżeństwie. Chyba mogę tak powiedzieć. Dobre rzeczy
zdarzają się, gdy jesteś w pobliżu wieczności. Wszystko staje
się realne. Nie możesz już bawić się Jezusem. On albo jest
prawdą, albo nie. To mit albo prawda. Radość jest możliwa,
ponieważ zmartwychwstanie jest prawdziwe i realne.
Nie zmarnuj swojego życia
Pozwólcie
mi zakończyć kilkoma historiami ilustrującymi to, o czym mówię.
Mówiłem wcześniej , że opowiem o dwóch moich bohaterach. Jednym
z nich był Richard Wurmbrand. Drugim jest
J.
Oswald Sanders, wielki misjonarz i mąż stanu.
Kilka
lat temu przebywałem w Trinity Seminary w Deerfield w Illinois,
gdzie pracowałem nad książką. Dowiedzieliśmy się, że J. Oswald
Sannders będzie przemawiał w kaplicy. Siedziałem w swoim pokoju i
nie chciałem, żeby ktokolwiek wiedział, że tu jestem, ale gdy
usłyszałem, że
J.
Oswald Sanders, liczący sobie 89 lat, ma przemawiać w kaplicy,
pomyślałem, że mam ostatnią szansę, aby go posłuchać. Dzisiaj
jest on już u Pana. Wsunąłem się cichutko do kaplicy i usiadłem
w tylnym rzędzie. Coś, co powiedział, zrobiło na mnie wielkie
wrażenie.
Mam
61 lat, on opowiadając tę historię miał 89. Powiedział: „Gdy
skończyłem 70 lat, zacząłem pisać i od tego czasu co roku
pisałem książkę.” Pomyślałem: „19 książek od czasu 70
urodzin! To lepsze, niż granie w golfa, łowienie ryb czy
wylegiwanie się na rafie koralowej, podczas gdy wszyscy oczekują,
że w wieku 70 lat będziesz wciąż elegancki i opalony. Naprawdę?
Wyhamuj! Ubieraj się i zrób coś naprawdę ważnego!”
To
było wtrącenie. Teraz chodzi o tę historię. Mam ją zapisaną,
ale pozwólcie mi opowiedzieć ją własnymi słowami. W Indiach
mieszkał pewien wędrowny ewangelista. Był bardzo biedny, ale
wędrował od wsi do wsi głosząc Ewangelię. Raz go przyjmowano,
innym razem nie. Pewnego popołudnia dociera do jeszcze jednej
wioski. Nie jest pewien, czy ma siłę iść dalej, ale jednak
wchodzi tam i jest zupełnie odrzucony, mieszkańcy dosłownie
wypędzają go ze wsi.
Jest
przerażony i wykończony. Kładzie się pod drzewem i zasypia. O
zmierzchu budzi się i, ku swemu zaskoczeniu, widzi otaczających go
mieszkańców wsi. Jakiś ważny członek wspólnoty odezwał się:
„Chcieliśmy tylko zobaczyć, co tu robisz. Ale gdy ujrzeliśmy
pęcherze na twoich stopach i twoje krwawiące nogi, które
przyniosły cię do nas, abyś mógł podzielić się z nami dobrą
nowiną, prosimy, abyś powtórzył nam to, co mówiłeś we wsi.”
To właśnie
opowiedział nam Oswald Sanders. Myślę, że jest to wspaniała
ilustracja do Kol 1:24. Dopełniam w moim ciele to, czego brakuje w
cierpieniach Chrystusa. Te pęcherze i krwawiące stopy ani trochę
nie przyczynią się do waszego zbawienia. One po prostu pokazują,
jaką wagę przywiązujecie do Chrystusa i jaką miłość macie do
ludzi. W ten sposób stają się ucieleśnieniem cierpienia Chrystusa
pokazując autentyczność Jego przesłania, co zachęca ludzi do
słuchania
Nie
ma miejsca dla skandalistów
W
latach 80 i wczesnych 90 byłem bardzo zaangażowany w ruch
antyaborcyjny - obrony i świętości życia. Spędziłem wiele nocy
w więzieniu, odciągany siłą od siedzib Planned Parenthood
(organizacji zajmującej się legalnymi aborcjami) Często byłem
jedyną osobą na stanowisku. Zbieraliśmy się wcześnie rano i
siadaliśmy przed kliniką. Mawiali wtedy: „No to powiedz teraz
coś, co nas zainspiruje”.
Moje
przesłanie było zawsze takie samo. Robiliśmy to przez około dwa i
pół roku. Mówiłem wtedy: „Wiiecie, że wszędzie będą tu
media i tylko jedna rzecz przekona Amerykanów, że mamy rację:
ciche, spokojne, potulne cierpienie. Nie zadziorne, brzydkie, ostre
słowa skierowane do
pro–aborcjonistów
po drugiej stronie ulicy.” Jednym z powodów, dla których ruch
upadł był fakt, że wśród chrześcijan uczestniczących w ruchu
pro–life było wielu nawiedzonych dziwaków, nie potrafiących żyć
tym wersetem: W moich cierpieniach dopełniam to, czego brak w
cierpieniu Chrystusa.
Nie
w moich ostrych słowach. Nie w moich mądrych talk–show w radiu,
czy programach typu „miej ostatnie słowo”. W radiu słyszy się
tyle prawicowych nonsensów na temat religii, które robią Jezusowi
złą prasę. Nigdy za mało Kol. 1:24 i chrześcijan mówiących
„Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to wybrałem bardzo głupi
styl życia”.
Radykalne ryzyko
Jeszcze jedno opowiadanie i koniec. Widzicie, Jezus wzywa nas do prowadzenia zupełnie szalonego, radykalnego życia. Ono wygląda inaczej dla każdego i zazwyczaj gdy w moim nauczaniu dochodzę do tego momentu, słyszę krytykę. Głosząc w zeszłym tygodniu w Southern Seminary usłyszałem pytanie: “To co, mamy mieszkać w kartonowych pudłach?”
Jezus
obserwował kobietę, która wrzuciła swoje ostatnie dwa pieniążki
do skarbony w synagodze. Powiedział wtedy, że ona ofiarowała
więcej, niż wszyscy bogacze, ponieważ w swoim ubóstwie oddała
całe swoje utrzymanie. Gdy opowiadam o tym, powinienem dostawać
listy typu: „To czym, twoim zdaniem, ma zapłacić czynsz?”
Musicie zrozumieć: Jezus nie chce dawać ci wykazów zadań ani
przepisów. On ma zamiar potrząsnąć cię jak diabli – dosłownie!
W każdym z nas jest zbyt dużo piekła – piekielnej miłości do
pieniędzy. Dlatego Jezus chciał potrząsnąć uczniami i
powiedział: „To jest piękne! To jest piękne!”.
Czy
ja albo Jezus chcemy abyście wszyscy podążali tą drogą?
Przypomnijcie sobie, że gdy bogaty młodzieniec zapytał „Co mam
robić” konkluzja Jezusa brzmiała: „Rozdaj wszystko co masz
ubogim i chodź za mną”. Gdy Zacheusz zszedł z drzewa i Jezus
wstąpił do jego domu, rozdał połowę swego majątku. Jezus
powiedział wtedy „Dzisiaj zbawienie weszło do tego domu”.
Każda ofiara jest tego warta
Nie
przyszedłem tu, żeby podawać procenty. To jest sprawa pomiędzy
wami a Bogiem. Ja chcę błagać was, abyście uwolnili się od
Amerykańskiego Snu i żyli innym rodzajem życia, w służbie
miłości, na drodze kalwaryjskiej, z Jezusem. Niosąc swój krzyż,
zapierając się siebie, a jednak pełni radości sprawicie, że
świat zatrzyma się i zauważy.
To
wszystko, czego chciałbym. Może będą to zamożne przedmieścia,
gdzie zetkniecie się z załamanymi, pełnymi bólu ludźmi, którzy
nie wiedzą, jak radzić sobie ze swoimi dziećmi. Może pojedziecie
do miasta, gdzie będziecie musieli spać w kartonowych pudłach,
żeby utożsamić się z mieszkającymi na ulicy ludźmi z Kalkuty.
Nie potrafię wam tego powiedzieć, ale Bóg to wie. Przyjechałem do
Teksasu z nadzieją, że znajdę tu grupę ludzi, którzy nie będą
obojętni i odpowiedzą na wezwanie.
Nie
wiem, jakie cierpienia was czekają. Nie znam stopnia ryzyka, ani
ceny, jaką przyjdzie zapłacić. Wiem jednak, że po drugiej stronie
jest zbawienie i Zbawiciel, który jest nieskończenie cenny. To on
uczyni w końcu każdą ofiiarę, jaką poniosę wartą swoich
kosztów. Więc mogę wszystko inne uważać za śmieci dla
najwyższej wartości, którą jest poznanie Chrystusa Jezusa, mego
Pana
John Piper (@JohnPiper) jest
założycielem i nauczycielem organizacji Desiring God.oraz
kanclerzem Bethlehem College & Seminary. Przez 33 lat był
pastorem Bethlehem Baptist Church w Minneapolis w Minnesocie. Jest
autorem ponad 50 książek.
Źródło: desiringGod.org
Prawa autorskie: © Desiring God Foundation, Link do oryginału:http://www.desiringgod.org/messages/radical-effects-of-the-resurrection--2
Prawa autorskie: © Desiring God Foundation, Link do oryginału:http://www.desiringgod.org/messages/radical-effects-of-the-resurrection--2

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz